Podczas naszej podróży Parenzaną odwiedziliśmy też kilka restauracji. Jedną z nich był Zajazd-"Trattoria Sergio" w Buje, położone w chorwackiej Istrii, w jego północno-zachodniej części.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
niedziela, 11 grudnia 2016
Włochy - Rzym
Wszystkie drogi prowadzą do... Rzymu.
Na jego zwiedzanie mieliśmy tylko 1 dzień. Zdecydowanie za mało.
Zapraszamy do przeczytania naszych krótkich wspomnień z Wiecznego Miasta.
czwartek, 24 listopada 2016
Audiencja dla Nowożeńców w Watykanie

Błogosławieństwo Papieża chciałoby otrzymać mnóstwo młodych małżeństw na świecie. Wbrew pozorom nie jest to trudne! Przeczytajcie, jak my to zorganizowaliśmy.
Uzbrójcie się w cierpliwość, bo notka jest mega długa. Ale po milionach pytań naszych znajomych - jak to załatwiliście? ale gdzie, co? - postanowiliśmy wszystko dokładnie opisać.
poniedziałek, 14 listopada 2016
Podróż poślubna
Długo tu nic nie było słychać, za to w naszym życiu ciągle coś się dzieje. Musimy teraz nadrobić troszkę zaległości :)
Przede wszystkim M i M to teraz już Państwo M&M. :) Przygotowania do ślubu zajęły nam mnóstwo czasu i żadne z nas nie miało głowy do blogowania. Później podróż poślubna, przeprowadzka i sami wiecie jak to jest.. ciągle coś. Ale mamy Wam przynajmniej o czym opowiadać!
wtorek, 12 kwietnia 2016
Słoneczny Port - Mikołajki
Na słoneczną pogodę słoneczna notka w słonecznym porcie? My jesteśmy za!
Podczas naszych rowerowych wojaży po Mazurach odwiedziliśmy też słynne Mikołajki. A że byliśmy głodni to na lunch zawitaliśmy do Słonecznego Portu, mieszczącego się przy ul. Mrągowskiej 20 (uwaga, google maps podaje inny adres!).
Restauracja leży nad jeziorem Tałty, ulokowana jest w małym, schludnym domku, który wyglądał dość niepozornie.
Nie tylko z zewnątrz, ale i w środku wszystko jest estetyczne i nowoczesne. Warto wspomnieć, że także toaleta utrzymana była w czystości.
Pogoda była świetna, wiał lekki wiatr więc jak tu nie usiąść na tarasie i nie podziwiać jeziora i poczynań szaleńców na motorówkach?
Niestety nie mamy zdjęć menu, odsyłamy więc do strony internetowej restauracji:
Bardzo zaskoczyła nas darmowa przystawka - przepyszne, świeże bułeczki i masełko, często w kilkugwiazdkowych restauracjach trudno o takie dobroci.
Mateusz zamówił rybną zupę - może i nie należała do najtańszych (12 zł), ale była dobrze doprawiona i nie trzeba było w niej dlugo szukać kawałków ryb, jak to się często zdarza, pływały w niej pyszne kluseczki rybne:
oraz naleśniki ze szpinakiem - cena 12 zł.
A Magda swoje ukochane pierogi ruskie (również 12 zł). Świeże, ręcznie lepione, z dobrym farszem i pysznymi skwarkami.
Nie uważacie, że dania zostały bardzo estetycznie podane i aż ślinka cieknie?
Warto też wspomnieć, że obsługa była fenomenalna - proszę, dziękuję, mogę jeszcze pomóc? Byliśmy naprawdę pod wielkim wrażeniem :)
Jeśli będziecie chcieli zjeść coś dobrego i świeżego w Mikołajkach to polecamy Słoneczny Port, naprawdę warto tam zajrzeć.
Pozdrawiamy,
Magda & Mateusz
piątek, 4 marca 2016
Restauracja Porto - Giżycko
Wbrew pozorom w Giżycku nie jest tak łatwo znaleźć dobre jedzenie w przystępnej cenie. Nam się to udało i podczas 3-dniowego pobytu w Giżycku trzy razy byliśmy w restauracji PORTO, która mieści się zaraz obok mostu obrotowego.
Mimo że restauracja ma przepiękny wystrój, zdecydowaliśmy się za każdym razem na stolik na zewnątrz. Plusem również jest czystość w toaletach.
Karta jest przejrzysta i prosta:
Za pierwszym razem zdecydowaliśmy się na bardzo mazurskie danie - talerz ryb mazurskich - typowany dla dwóch osób. Na początku wydawało nam się to małe, ale w sumie oboje się najedliśmy, a rybki były świeże i dobre. Jednak dla dwóch facetów byłoby to za mało :)
Zamiast jednej porcji frytek poprosiliśmy o ziemniaki, ale niestety to był błąd - nie były one dobre.
Za drugim razem, jako fani makaronów, chceliśmy spróbować czegoś innego. Zamówiliśmy jedną porcję tagliatelle z wędzonym łososiem oraz czarne tagliatelle z paskami kurczaka. Niestety kurczak nie był jakiś wybitny - może za stary?
Absolutnie najlepszym daniem, jakie tu zjedliśmy był gyros z kurczaka. Cudowne smaki, talarki, zielona sałata i sosy - wszystko się świetnie komponowało.
Jak będziecie w Giżycku to polecamy!
Pozdrawiamy,
M&M
niedziela, 17 stycznia 2016
Zajazd pod Kłobukiem - Małdyty
Zajazd pod Kłobukiem to restauracja oraz hotel położone na Mazurach, nieopodal drogi krajowej nr 7. Miejsce to stało się słynne na całą Polskę przez udział właścicieli w Kuchennych Rewolucjach. Jeśli macie ochotę obejrzeć zmagania Magdy Gessler z tą restauracją to kliknijcie tutaj.
My zawitaliśmy tam w lipcu, po prawie 100 km trasy zdecydowaliśmy się również na wzięcie pokoju hotelowego - pokój 2-osobowy z osobnymi łóżkami (małżeńskich już nie było), łazienką oraz śniadaniem kosztował nas 170 zł.
Niestety nie mamy zdjęć pokoi, ale możecie je zobaczyć na stronie internetowej zajazdu: http://www.klobuk.pl/start.php . W pokojach był mały stolik (na nim 2 butelki małej wody, garść cukierków), wspomniane 2 łóżka i mały telewizor. Niestety bardzo brakowało nam czajnika z wodą - nie mieliśmy jak zrobić herbaty. W łazience były ręczniki, suszarka do włosów oraz miniaturowe kosmetyki.
Rowery zostawaliśmy na podwórku, zapięte do siebie. W nocy na parkingu hotelowym był stróż i obiecano nam, ze będzie zerkał również na nasze pojazdy.
Po rozpakowaniu się i prysznicu zeszliśmy na kolację.
Magda Gessler zmieniła wystrój restauracji, pasiaste tapety i lustra miały nieco ożywić sale. Dla nas było tam jednak trochę zbyt ciemno.
Mateusz zdecydował się na polecany przez kelnerki podpiwek. Niestety na początku brakowało nam trochę czekadełka - wg opinii panujących w internecie czekadełko jest - dlaczego więc my go nie dostaliśmy? :(
Było już późno dlatego zdecydowaliśmy się na niewielkie dania. Zdecydowaliśmy się spróbować słynnych skórek ziemniaczanych, którymi zachwycała się Magda Gessler. Fakt, to coś nowego, ale nam nie smakowały tak bardzo - były przesolone.
Magda, fanka makaronów, wybrała pappardele z borówkami. Niestety miał niewiele sosu - miejscami był "suchy", a co gorsze - Mateusz już dawno dostał swoje zamówienie, a Magda musiała czekać :(
Płat z lina w sosie kurkowym z gumisiem - to danie zagościło na talerzu Mateusza. Ryba i sos były dobre, ale gumisie - klejowate i bez smaku.
Nazajutrz zjedliśmy w zajeździe również śniadanie, które było w cenie pokoju. Każdy z nas dostał talerzyk z kilkoma plastrami szynki, serem, twarożkiem oraz kilkoma kromkami chleba. Do tego można było zamówić filiżankę kawy/herbaty. Niestety, w cenie była tylko jedna porcja napoju.
Generalne wrażenie z pobytu w tym miejscu jest średnie - część jedzenia była dobra, inna niestety mogła być lepsza.
Pozdrawiamy!
Magda & Mateusz
piątek, 13 listopada 2015
Malbork
Malbork. Niewielkie miasteczko na północy Polski. Chyba nie ma dorosłej osoby w Polsce, ktora by o nim nie słyszała. Ale nie dlatego, że znajduje się tu cukrownia, fabryka narzędzi ogrodniczych, czy zakłady chemiczne, ale ze względu na piękny,ogromny i słynny na całą Polskę zamek.
Bo któż z nas nie uczył się o Zakonie Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie? Nikt? Ah, pewnie wiele z Was zna ich po prostu jako Krzyżaków. Ich historię opowiadano nam w szkole, a być może także na studiach. Wielu z nas musiało również poznać historię Zbyszka i Jagienki w znanej powieści "Krzyżacy" Henryka Sienkiewicza, która jest lekturą obowiązkową w gimnazjum, a niektórzy poszli na skróty i oglądali ekranizację powieści o tym samym tytule (podobno jest to najbardziej dochodowy film w historii polskiej kinematografii).
I my postanowiliśmy odwiedzić to miejsce. Do Malborka dojechaliśmy rowerami z Tczewa. Nocleg znaleźliśmy w hostelu "Gemini Dom" znajdującym w budynku dworca głównego PKP. Polecamy komfortowe warunki za małe pieniądze. Lokalizacja ok 15 minut spacerem od zamku.
W centrum miasta pomimo późnej pory, były otwarte "Sklepy Cynamonowe" w których można było kupić lokalne trunki: piwo, cydr, wino i miód pitny. Sprzedawane tam były również owoce i warzywa.
Do Malborka dotarliśmy późną porą dlatego zdecydowaliśmy się na "nocne zwiedzanie zamku". Opcja takiego zwiedzania kosztuje 20zł, bilety można nabyć wcześniej przez internet bądź w kasach przed zamkiem (jednak nie zawsze są wolne miejsca, dlatego polecamy zakup online). Nocne zwiedzanie trwa od 20:45 - 22:15 (są to godziny zwiedzania w porze letniej, w okresie zimowym ze względu na szybciej zapadający zmrok zwiedzanie zaczyna się wcześniej).
Przed wejściem na tereny zamkowe znajduje się ciekawe zdjęcie pokazujące zniszczenia po 2.wojnie światowej.
Zamek krzyżacki leży nieopodal rzeki Nogat. Jego budowa zaczeła się w 1280 roku i zakończyła dopiero w połowie XIV wieku. W późniejszych latach była to m.i. rezydencja królów Polski. Zamek jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Podobno jest to największy zamek na świecie (143,591 metrów kwadratowych).
Krzyżacy mieszkali tu od 1309 r. kiedy to zdecydowano, ze Malbork stanie się siedzibą wielkiego mistrza zakonu i przeniesiono go z Wenecji do Polski.
Zamek dzieli się na wysoki (z kuchnią, dziedzińcem otoczonym krużgankiem, kościołem), średni (z m.in Wielkim Refektarzem, Pałacem Weilkich Mistrzów), i niski (tzw. przedzamcze, znajdują się tu zabudowania gospodarcze).
Przed główną bramą przywitało nas czworo przewodników przebranych w stroje zakonników krzyżackich. Po szybkim rozdzieleniu na grupy (każdy przewodnik oprowadzał około 15 osób) udaliśmy się na dziedziniec zamkowy.
Można było poczuć średniowieczny nastrój. Zewsząd dobiegały śpiewy chorałów gregoriańskich (które w tych ciemnościach brzmiały wręcz strasznie), nad głowami latały nietoperze, a podświetlone elewacje i półmrok, dały możliwość przeniesienia się do XVw.
Zamek średni.
Zamek wysoki:
Magdzie bardzo spodobała się kuchnia zamkowa. W pomieszczeniach kuchennych jakby zatrzymano czas, stoły były suto zastawione, na piecach ciągle się coś gotowało, a przewodnik opowiadał ciekawostki o tym jakimi dobrymi strawami zajadali się Krzyżacy. Nas najbardziej rozbawił fakt, że wiara zakazywała spożywania pokarmów mięsnych w piątki, dlatego zakonnicy aby obejść post jedli mięso z bobra, który uważany był za rybę. (coś na zasadzie podziału zwierząt przez UE: ślimak to ryba).
Interesujące również było to, że zakonnicy nie jedli kartofli. Po chwili zastanowienia doszliśmy do wniosku, że to przecież logiczne, ponieważ jeszcze ich do Polski nie sprowadzono. Zamiast tego jadano kaszę, chleb i ryż. Bracia sprowadzali mnóstwo przypraw i egzotycznych owoców, na jedzeniu nie oszczędzali :)
Obok kuchni znajdowała się również piekarnia. I tutaj pan przewodnik miał nam do opowiedzenia coś ciekawego. Pomieszczenie to znajdowało się bezpośrednio pod skarbcem. I tak to sprytni piekarze zrobili dziurkę w suficie i zabrali kilkadziesiąt złotych monet. Pewnie nikt by się o tym nie dowiedział gdyby nie to, że zaczęli szaleć i wydawać pieniądze w okolicznych karczmach. Wydało się to bardzo podejrzane, że biedacy nagle dysponują taką gotówką i szybko okazało się skąd ją mają. Podobno ich żywot skończył się bardzo szybko.
Poniższe zdjęcia przedstawiają fragmenty sali zwanej Kapitularzem. Tu omawiano najważniejsze sprawy. Malowidła widoczne na ścianie są dziewiętnastowieczną rekonstrukcją tych pochodzących z XV wieku.
Malowidło w Wielkim Refektarzu na zamku średnim:
Najciekawszym elementem dla Mateusza były zamkowe toalety. Kierunkowskazem do zamkowego szaletu były wiszące na ścianach posągi diabełka z brodą. Kierunek wychylenia brody wskazywał w jakim kierunku należy podążać za potrzebą.
Przy toaletach przewodnik opowiedział nam pewną anegdotkę:
Kiedyś oprowadzał grupę dzieci. Opowiadał, że krzyżacy nie mieli papieru toaletowego i używali liści, np. kapusty. Jeden chłopczyk zapytał, czego używali w zimie. A inny popatrzył na niego z politowaniem i powiedział: "Jak to? Nie wiesz? Kiszonej kapusty używali!".
W zimowym refektarzu znajdują się tapiserie - tkaniny dekoracyjne. W Malborku jest ich pięć i datowane są na XVI-XVIII wiek.
Tapiseria pt. "Trzej antyczni mężowie", powstała ok. XVI wieku.
Ciekawym rozwiązaniem był system grzewczy na zamku. Pod podłogą znajdował się piec, którym opalano kamienie. Dzięki zdolności do akumulacji ciepła, kamienie się nagrzewały, piec gaszono, a gdy było potrzebne ogrzanie komnaty otwierano otwory w podłodze.
źródło: http://www.zamek.malbork.pl/index.php?p=muzeum&a=wystawy&aid=48
Poniżej zdjęcie sufitu komnaty Wielkiego Mistrza:
Kolejnym pomieszczeniem, które odwiedziliśmy był przeszklony letni reflektarz. Cała nasza grupa mogła odsapnąć i usiąść na kamiennej ławie ciągnącej się wzdłuż ścian. Tu odbywały się obrady krzyżaków.
U góry ścian można tu zobaczyć XIX-wieczne malowidła przedstawiające zakonników:
Podobno okna posiadały przepiękne witraże, które jednak zaginęły w czasie drugiej wojny światowej.
Przewodnik opowiedział nam tutaj kolejną ciekawostkę. W ścianie nad kominkiem znajduje się wystrzelona z drugiej strony rzeki armatnia kula. Wg zapisków z kroniki w 1411 roku podczas obrad zakonników wróg znajdujący się na zamkku wywiesił z okna czerwoną flagę dając tym samym znać wrogom znajdującym się na drugiej stronie rzeki, że krzyżacy znajdują się w reflektarzu. Ci wystrzelili kulę, która miała trafić w filar podtrzymujący sklepienie i tym samym na zawsze pozbyć się zakonników, ale (wg współczesnych obliczeń) chybiła o 6 cm. Ciężko uwierzyć, że tkwi tam ona od 600 lat, ale zostały z niej pobrane próbki do badania i wyniki wskazały na pochodzenie z XV wieku.
Zamek był doskonale zabezpieczony przed wrogiem - wysoka fosa, grube mury (w niektórych miejscach mające nawet 6 metrów!) i sprytne przejscia dla mieszkańców były nie do pokonania dla obcych.
Nie zwiedziliśmy całego zamku. Musielibyśmy spędzić tu cały dzień, a i nie wiadomo czy to by starczyło. Przez te 1,5 godziny można jednak poznać historię i ciekawostki związane z Krzyżakami.
Polecamy zwiedzanie nocne ze względu na brak tłumu, w szczycie sezonu na terenie zamku znajduje sie na raz około 8 tys. zwiedzających i 200 przewodników. W okresach zimowych są dni, że turystów można policzyć na palcach jednej ręki.
Podobno warto przyjechać tu w połowie lipca kiedy odbywa się Oblężenie Malborka, a całe miasto znajduje sę we władaniu rycerzy :)
Naprawdę polecamy, warto zobaczyć tę monumentalną budowlę.
Pozdrawiamy,
M&M
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















