niedziela, 25 maja 2014

Niemcy - Landshut

Landshut to miasto leżące w Bawarii nad rzeką Izarą. Nad miastem góruje zamek Trausnitz - w przeszłości pełnił on funkcję siedziby Książąt Bawarskich. 



Miejsce to słynie przede wszystkim z "Landshuter Hochzeit" - miejskiego festynu organizowanego co 4 lata na pamiątkę zawarcia ślubu Jadwigi Jagiellonki (córki Kazimierza Jagiellończyka) i Jerzego Bogatego. Wydarzenie to najczęściej organizowane jest w lipcu i trwa około 3 tygodni - w tym czasie mieszkańcy oraz przyjezdni świętują i bawią się. Są tam organizowane przeróżne zabawy, tańce, zwiedzanie, a mnóstwo ludzi przebiera się. Nie może oczywiście zabraknąć Państwa Młodych - co roku jadą w orszaku :-)

(źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Landshuter_Hochzeit_11.jpg)

(źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Landshuter_Hochzeit_12.jpg)

Nam niestety nie udało się dotrzeć do tego miejsca w lipcu 2013, kiedy był organizowany ostatni festyn, dlatego fotki pochodzą z Wikipedii. Mamy nadzieję, że kiedyś weźmiemy w nim udział :)


Wieża kościoła św. Marcina w Landshucie to najwyższa wieża na świecie zbudowana z cegły - 130,6 m. Naprawdę robi ogromne wrażenie.





Każdego roku z końcem sierpnia na całej Bawarii odbywają się festyny ludowe (Volksfest). Festyn w Landshucie jest trzecią co do wielkości imprezą (1. Oktoberfest Monachium, 2. Volksfest w Straubingu).


Ogromna impreza pierwszy raz odbyła się w 1339 r. i została nazwana Bartlmädult.
Zazwyczaj festyny te trwają ok. 2 tygodnie. My braliśmy w nich udział już trzy razy. Świetną zabawę gwarantują niemieckie zespoły ludowe grające muzykę na żywo (nie tylko niemiecką, były takie utwory jak np. "Sweet home Alabama", "No woman, no cry"). Członkowie zespołu jak i wiele osób bawiących się na festynach ubrani są w ludowe stroje- kobiety w sukienki, mężczyźni mają skórzane spodnie na szelkach i koszule w drobną kratkę. Zespół często zaprasza bawiących się na scenę do wspólnego śpiewania (Magda też została wybrana i dała czadu całkiem na trzeźwo :-) ).



W dużym namiocie, przyozdobionym wieńcami i płótnami w kolorach Bawarii, bawi się kilkaset osób. 



Tańce odbywają się na ławkach, a ludziom w zabawie pomaga pyszny niemiecki Bier - Wittmann. Cena za litr zimnego złocistego napoju to ok 7-9 € (do wyboru piwa alkoholowe, bezalkoholowe, radlery). Piwo jest serwowane podanego przez bawarskie kelnerki ubrane w ludowe stroje. Kobiety te potrafią udźwignąć nawet po 5 kufli w jednej ręce! Takiej przyjemności Mateusz nie mógł sobie odmówić :) 



Dookoła głównego namiotu pełno jest straganów, budek, karuzel, loterii, gier i punktów małej gastronomi, w której można spróbować typowych bawarskich przekąsek: bułki z "Leberkäse", dużych słonych precli, białej kiełbaski ze słodką musztardą.







Będąc w Landshucie na pewno warto zajrzeć do chińskiej restauracji o nazwie Dynastie. Jej lokalizację znajdziecie w szczegółowej mapie miasta na samym dole postu :) Mateusz jako fan chińskich restauracji nie mógł sobie darować i nie odwiedzić jej ;)
O odpowiednich porach można przyjść na bufet - są 2 opcje - wieczorna, która jest droższa, ale ma grilla i popołudniowa, która jest tańsza i nie oferuje niestety smakołyków prosto z rusztu.


Wszystko jest świeże i przepyszne!
Jest też stoisko z sushi - wszelkiego rodzaju.


Na grillu można upiec m.in. żaby, kangura, rekina,ośmiornicę, różne warzywa i mięsa.


Na koniec posiłku można wziąć sobie ciastko z wróżbą (jest w 4 językach ;) ).


Dość istotną informacją jest to, że jeśli w danym miesiącu ktoś ma urodziny, a do restauracji przychodzą min. 4 osoby (solenizant/ka jest 4.) to osoba obchodząca ten szczególny dla siebie dzień nie płaci za jedzenie (tylko za napoje). Nam się udało - byliśmy tam we wrześniu z jeszcze jedną parą, a że Magda jest wrześniowym dzieckiem to jej się udało :)

Więcej informacji - menu, godziny otwarcia, zdjęcia - znajdziecie tutaj: http://www.dynastie-landshut.de/

Odwiedziliśmy też inną restaurację, w której jedliśmy makarony. Pod względem cenowym to jedna  tańszych restauracji w Landshucie, co jednak nie sprawia, że potrawy są gorsze. Wszystko było smaczne. Obsługa bardzo troszczyła się, czy nam smakuje - najpierw kelnerka, a potem kierowniczka restauracji, pytały, czy wszystko ok. Wystrój bardzo nowoczesny. Niestety, nie mamy zdjęć, ale na więcej możecie przeczytać tutaj: http://www.tigerlilly.info/


Link do szczegółowej mapy miasta: kliknij tutaj.

Pozdrawiamy ;)



PS Przepraszamy za opóźnienia z postami, ale niestety - sesja daje się we znaki :(

środa, 7 maja 2014

Włochy - Werona

Kto oglądał "Listy do Julii" zna to miasto z planu filmowego. Będąc na wycieczce objazdowej we Włoszech, jednym z miast, w którym się zatrzymaliśmy była Werona, miasto leżące w północno-wschodniej Italii.

Przypadkowo miejsce parkingowe dla samochodu znaleźliśmy obok Bazyliki Św.Zenona. Pewnie gdybyśmy tam nie zaparkowali to nie mielibyśmy pojęcia o tym kościele :P


Znajduje się tu słynny portal z XII wieku, na którym przedstawione są sceny z Księgi Rodzaju, Nowego Testamentu oraz dwie związane z królem Teodorykiem (twórca państwa ostrogockiego w Italii).



Ciekawą budowlą w Weronie jest Arena, zabytkowy amfiteatr z czasów Rzymskich. Jako, że na zwiedzenie miasta mieliśmy tylko kilka godzin, nie zwiedziliśmy tego miejsca. Podziwialiśmy ją tylko z zewnątrz.



(to zdjęcie środka z daleka)

Pod Areną spotkać można było miejskich grajków, mimów oraz lewitujących "Arabów"


video

Tu znajdują się domy bohaterów dramatu Szekspira "ROMEA i JULII". Odwiedziliśmy dom Julii Capuletti, gdzie, pod słynnym balkonem znajduje się jej posąg. Legenda głosi, że kto dotknie piersi pomnikowej dziewczyny pokocha miłością jedyną. Żeby dopomóc naszej miłości odczekaliśmy kilka minut w kolejce aby dotknąć piersi :P :).




W bramie podwórkowej prowadzącej do domu Julii, turyści zostawili tysiące liścików z prośbą o szczęście w miłości (zapewne stało się to popularne po nakręceniu filmu). Liściki najczęściej przyklejają do ścian za pomocą gum do żucia. Zwyczaj ten lekko szpeci to miejsce.


Jako, że w Weronie byliśmy w porze letniej co jakiś czas uzupełniliśmy zapas wody w miejskich wodopojach.

Na głównym placu miejskim Plazza delle Elbe, znajduje się fontanna Madonny zbudowana z fragmentów term, z czasów cesarstwa Rzymskiego.




Na placu tym znajduje się malutki targ, gdzie dla ochłody zjedliśmy kubek świeżych, zimnych owoców (truskawki, kokos, mango, winogrona, arbuz, melon), a wszystko to za 2 euro :)


Oprócz tych kilku miejsc atrakcją główną był spacer po sklepach, do których Mateusz wchodził tylko dlatego, że była klimatyzacja.

Na koniec dnia zjedliśmy posiłek w małej włoskiej restauracji. Próbowaliśmy włoskich makaronów, lasagne, pizzy. Jednak oboje stwierdziliśmy, że włoskie restauracje dobre są tylko Polsce i Niemczech.


To była darmowa przystawka:



Warto pamiętać, że w większości restauracji we Włoszech do rachunku doliczana jest obsługa - wynosi ona zazwyczaj 1,5 € za osobę. Niestety nie da się z niej zrezygnować.

Przepraszamy za jakość zdjęć, ale będąc w Weronie nie wiedzieliśmy jeszcze, że będziemy prowadzić bloga :-)
Link do mapki: kliknij tu.

Pozdrawiamy!