czwartek, 24 listopada 2016

Audiencja dla Nowożeńców w Watykanie




Błogosławieństwo Papieża chciałoby otrzymać mnóstwo młodych małżeństw na świecie. Wbrew pozorom nie jest to trudne! Przeczytajcie, jak my to zorganizowaliśmy.

Uzbrójcie się w cierpliwość, bo notka jest mega długa. Ale po milionach pytań naszych znajomych - jak to załatwiliście? ale gdzie, co? - postanowiliśmy wszystko dokładnie opisać.

Na pomysł otrzymania błogosławieństwa od Ojca Świętego wpadliśmy przez przypadek. Czytaliśmy podobne historie w internecie, znaleźliśmy zdjęcia nowożeńców podczas audiencji i również zamarzyliśmy o spotkaniu Papieża. Nie wiedzieliśmy tylko, jak to załatwić. Dlatego zaczęliśmy od tradycyjnej drogi i wysłaliśmy własnoręcznie pisany list.


Najpierw, rok przed ślubem, wysłaliśmy list, który zaadresowaliśmy bezpośrednio do papieża. Adres znaleźliśmy za pomocą wyszukiwarki Google na blogu Royal Letters, którego autora serdecznie pozdrawiamy.

Kopertę zaadresowaliśmy po prostu:


Sua Santità Santo Padre Francesco

00120 Città del Vaticano



Jeśli wysyłacie list polecony to pamiętajcie żeby zwrócić uwagę, jakie państwo zostało wpisane na druczku. Nam chciano wpisać Włochy, a przecież Watykan to osobne państwo :)

W liście napisaliśmy kim jesteśmy, kiedy bierzemy ślub i zapytaliśmy, czy jest możliwe otrzymanie błogosławieństwa od Papieża. Dołączyliśmy na końcu listu nasz adres. Wszystko pisaliśmy po polsku i po ponad 2 tygodniach otrzymaliśmy odpowiedź z Biura Apostolskiego również po polsku. W imieniu Papieża odpisał nam Abp tyt. Marcianopoli, który wytłumaczył nam, że nie jest możliwe zorganizowanie audiencji prywatnej, ale możemy uczestniczyć w Audiencji Generalnej, która organizowana jest co środę (chyba, że Papieżowi wypadnie jakiś wyjazd lub uroczystość) i dostać specjalne bilety dla nowożeńców. W tej kwestii mieliśmy się skontaktować z Biurem Informacji dla Polskich Pielgrzymów w Rzymie, do którego podał nam adres tradycyjny oraz mailowy.

Do listu dołączone były obrazki:





Jeśli szukaliście informacji dot. tego Biura Informacji dla Polskich Pielgrzymów w internecie i trafiliście np. na stronę: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/D/DA/biuro_pielgrz_pl.html to niestety musimy Was rozczarować, bo są one częściowo nieaktualne. W internecie jest mnóstwo informacji na ten temat, ale większość się zdezaktualizowała.


Podajemy sprawdzone dane:

Via delle Botteghe Oscure 15
00186 Roma


Pon. 9-12:30, wt. i czw. 9-12:30 i 16-17:30, śr. i pt. 16-17:30.

e-mail: parafiaroma@gmail.com


Z biurem skontaktowaliśmy się mailowo. Wiedzieliśmy, że audiencje są w środy więc zapytaliśmy, czy możemy uczestniczyć w niej 21.09. Odpisał nam polski ksiądz i wyjaśnił, że mamy obserwować kalendarz papieski na stronie:

http://w2.vatican.va/content/francesco/it/events/year.dir.html/2016.html,

gdzie umieszczany jest plan audiencji i wyjazdów Ojca Świętego. Jak już plan na wybrany przez nas dzień będzie, mieliśmy ponownie skontaktować się z biurem w celu rezerwacji biletów. Ksiądz napisał nam też, że mamy mieć ze sobą zaświadczenie o ślubie kościelnym, stroje ślubne, a po bilety zgłosić się do biura w poniedziałek lub we wtorek.

To wszystko działo się w lutym, a kalendarz papieski sięgał tylko do maja. Ponownie napisaliśmy do biura z nadzieją, że może oni wiedzą coś więcej. Odpisali nam żeby czekać aż pojawi się wrzesień w kalendarzu, ponieważ oni nie mają żadnych innych źródeł informacji i również się na nim opierają.

Czekaliśmy bardzo niecierpliwie, w maju wskoczył czerwiec, lipiec i sierpień. W lipcu Franciszek się rozchorował i audiencje zostały odwołane, więc tak naprawdę nie można być pewnym, że na 100% wszystko się uda.

Ze zniecierpliwieniem oglądaliśmy, kalendarz i często kilka razy dziennie odświeżaliśmy stronę - przecież musieliśmy zorganizować wyjazd, zarezerwować noclegi itd.

Wrzesień pojawił się w kalendarzu w połowie sierpnia. I udało się! W środę 21.09. była zaplanowana audiencja. Od razu napisaliśmy maila z prośbą o rezerwację biletów. Ksiądz nas zapisał i poinformował, że bilety możemy odebrać dzień lub dwa przed audiencją i że wymagane jest zaświadczenie o ślubie kościelnym oraz stroje ślubne.

Czas minął bardzo szybko. Wszystko trzymaliśmy w największej tajemnicy, z obawą, że jak wygadamy to się nie uda (nagły wyjazd, choroba Papieża itp.).

Bilety odebraliśmy dzień wcześniej, podczas zwiedzania Rzymu. Bardzo mile wspominamy spotkanie z polskim księdzem. Wziął od nas zaświadczenie o ślubie kościelnym i powiedział, że ma zapisanych 16 par z Polski. Chwilkę szukał nas na liście, a potem zdziwiony powiedział, że jesteśmy pierwsi i musieliśmy się dawno kontaktować. Potem nam wszystko dokładnie wyjaśnił.

Audiencja zaczynała się o 10, ale my musieliśmy tam być już ok. 7, bo o 7:30 otwierali bramy. Okazało się, że wcale nie potrzebujemy wejściówek, bo strażnicy Gwardii Szwajcarskiej widząc nasze stroje ślubne mieli nas poprowadzić do naszego sektora. Ksiądz pokazał nam na mapie, gdzie mamy stać i czekać na wejście. Mówił też, że możemy wziąć ze sobą aparat fotograficzny, czy używać telefonu, ale jak już będziemy blisko to nie ma sensu robić zdjęć, bo możemy przegapić moment na błogosławieństwo, a zdjęcia i tak będą robić fotografowie watykańscy i będzie można je kupić.

Zaopatrzeni w takie informacje opuściliśmy biuro.

Następnego dnia około 6 rano, w strojach ślubnych, budziliśmy nie małą sensację w metrze:



Na placu znaleźliśmy się około 6:30. Chłód, deszcz, suknia, garnitur, parasolki w dłoniach i do przodu :) Dotarliśmy do miejsca wskazanego nam przez Księdza, ale nic tam się nie działo. Ludzie szli dalej. Nie pomagał brak znajomości angielskiego u strażników, którzy pokazywali nam, że mamy iść w całkiem innym kierunku. W końcu usłyszeliśmy polskie głosy i zobaczyliśmy innych nowożeńców. Towarzysząca im siostra zakonna wyjaśniła nam, że podczas złej pogody audiencja jest prowadzona w budynku. Więc poszliśmy za nimi i trafiliśmy do ogromnej kolejki. Wiedząc, że mamy mieć specjalne sektory próbowaliśmy dotrzeć jak najbliżej bramek mówiąc po angielsku/hiszpańsku że przepraszamy i że mamy specjalne bilety. Nie wiemy, czy pomogły te słowa, czy raczej nasze ślubne stroje, ale robili nam miejsce na przejście. Trzeba ich tez zrozumieć - oni nie mają specjalnych sektorów i kto pierwszy, ten lepszy, walczyli o swoje :)

 Trasa:




Przy tych barierkach mieliśmy wchodzić, weszliśmy jednak przy tych kolumnach widocznych w oddali.




 W pewnym momencie nie mogliśmy już iść dalej. Przed nami były bramki i odbywała się kontrola podobna do lotniskowej. Około 7:30 otworzono bramy i się zaczęło. Faceci musieli zdejmować paski, a kobiety nawet zegarki :)
Po kontroli strażnik wskazał nam ręką, w którym kierunku mamy iść. Z przodu szłam ja z polską koleżanką, a z tyłu nasi mężowie. Jak już podeszliśmy do ostatniego strażnika to zapytał nas gdzie mamy mężów i nie wpuścił, póki nie podeszli bliżej :)

Dalej zobaczyliśmy sektory ułożone z krzeseł i kilkanaście par młodych. Usiedliśmy w pierwszym rzędzie, który był o dziwo wolny, ale po chwili jakiś mężczyzna zwrócił nam uwagę, że mamy się przesiąść. Okazało się, że dla nowożeńców przewidziany jest jeden sektor krzeseł więc wylądowaliśmy w szóstym rzędzie. Na początku byliśmy bardzo niepocieszeni, ale potem wyszło nam to na dobre.





Pamiętając jednak słowa Księdza w biurze i wspominając zdjęcia znalezione w internecie, wiedzieliśmy, że będziemy w końcu mieli szansę stanąć przy barierce, do której podchodzi Papież. Ale która to barierka?

Czasu na zastanawianie mieliśmy dużo, bo w sektorze byliśmy już około 7:45 (i już w 6. rzędzie!). Z czasem dochodziło więcej par, ostatecznie było ich około 50-60, i to z całego świata. To było ciekawe, jak bardzo różna jest moda w każdym państwie. 









 Siedzieliśmy i czekaliśmy, zaopatrzeni w kanapki i picie (można było je wnieść bez problemu). Zrobiliśmy zdjęcia wszystkiego, co było możliwe i czekaliśmy. Przy ołtarzu powoli zbierali się biskupi.



Około 9:45 usłyszeliśmy śpiew. Nastąpiło poruszenie, ale nikt nie wiedział, co się dzieje. 



 A to Ojciec Święty już jechał Papa Mobile dokoła placu i pozdrawiał wiernych. Około 10 dotarł na ołtarz i przywitał wszystkich. Potem po kolei podchodzili biskupi do mikrofonu i tłumaczyli pozdrowienie Papieża na m.in. angielski, niemiecki, arabski, hinduski, polski, słowacki. Później Papież przeczytał krótką Ewangelię i powiedział krótkie kazanie i znowu tłumaczenia. Na końcu Biskupi w danym języku wymieniali grupy pielgrzymów, które tego dnia przyjechały na Plac Św. Piotra i prosili o błogosławieństwo w ich imieniu. Cała przemowa Papieża trwała może 10 minut.




Po tej części audiencji Franciszek udał się by pobłogosławić niepełnosprawnych, a w naszym pobliżu pojawiło się kilkunastu strażników i zaczęło się coś dziać. Mateusz tknięty przeczuciem kazał się Magdzie zebrać i podejść bliżej około 8 rzędu, bo prawdopodobnie tam otworzą nam przejście do długiej barierki przed schodami prowadzącymi do Bazyliki.

Gdy otworzono przejście do barierki nastąpiło to, co dzieje się u nas czasami w sklepach Lidl jak przed świętami rzucą karpia- szał :) Mimo że odległość była krótka to liczył się czas i spryt bo barierka, może o długości ok 15 metrów nie mogła pomieścić ok 100-120 osób tak żeby każdy stał z przodu.

Więc co zrobiła Magda? Suknia w górę i biegiem! Udało nam się zająć świetne miejsca mniej więcej w środku.




Plecak daliśmy pod nogi. Jak już Papież się zbliżał to poinformowano nas, że mamy nie robić zdjęć i schować aparaty, a możemy wyjąć rzeczy do pobłogosławienia - medaliki, różańce itd.

My nie mieliśmy nic takiego, wpadliśmy jednak na inny pomysł. Wzięliśmy ze sobą prezent dla Papieża. Podstępem poprosiliśmy dziadka Magdy, który pisze ikony żeby nam jedną podarował. Miał to być prezent i zarazem przepustka, która w razie stania z tyłu może by nam pomogła stanąć bliżej.



 Gdy papież podszedł do początku barierki, gdzie stały osoby VIP, to zaczął się szał. Ludzie krzyczeli, pchali się, podawali ręce. Papież ich ściskał, robił z daleka znak krzyża i szedł dalej. Im był bliżej tym bardziej napierały na nas pary stojące z tyłu. 



 Nic dziwnego, w końcu jedyna taka okazja w życiu.

Franciszek zbliżył się do nas i nas pobłogosławił. Udało nam się też złapać go za ręce. Później zrobił krzyż nad ikoną myśląc, że ma ją tylko poświęcić i chciał iść dalej. Ale zatrzymała go Magda mówiąc po hiszpańsku, że to jest prezent dla niego i że zrobił ją jej dziadek. Papież się zdziwił, podziękował, wziął ikonę i przekazał strażnikowi.

A potem zrobił jeszcze krzyżyk na czole Magdy i poszedł dalej:)

Mieliśmy wrażenie, że bicie naszych serc słyszy każdy. Milion emocji - euforia, niedowierzanie, ogromne wzruszenie i radość.

Udało się!!!

  Zdjęcia fotografów watykańskich z audiencji możecie zobaczyć tutaj: http://www.photovat.com/. Wystarczy kliknąć Udienze Generali, później wybrać datę i Ritratti Sposi Novelli.

Przeżycie niesamowite i spotkać może każdego. Jak już papież szedł dalej to bez skrępowania wyjęliśmy aparat i robiliśmy zdjęcia.

















Dostaliśmy karteczki od strażników z adresem i mini mapką, gdzie można kupić zdjęcia z audiencji. Ksiądz w biurze wspominał, że będą dostępne po godz. 14. Mówił tez, że po audiencji otwierane są drzwi święte i można zwiedzić Bazylikę św. Piotra, więc zdecydowaliśmy się skorzystać z tej możliwości.





  Drzwi Święte.





W Bazylice było bardzo biało, gdyż większość Par Młodych zdecydowało się tam wejść. Inni wierni krzyczeli do nas "auguri!" oraz "congratulations!" i robili nam zdjęcia.



 Od razu przy wejściu zobaczyliśmy Pietę Michała Anioła:




A zaraz obok grób św. Jana Pawła II:









Generalnie dużo zdjęć ze środka nie mamy, był duży ścisk i nie wszędzie można było wejść. Udało nam się jeszcze wejść do podziemi (musieliśmy wyjść z bazyliki i wejść od zewnątrz) i zobaczyć groby papieskie. Chyba niewiele osób wpadło na ten pomysł, bo w podziemiach spotkaliśmy tylko 3 osoby.









Po opuszczeniu Placu nie wiedzieliśmy, co robić. Była 12. Zdecydowaliśmy się pójść na obiad. Tak, nadal byliśmy w strojach ślubnych. Nie mieliśmy gdzie zostawić naszych ubrań na czas audiencji, a samochód był za daleko. Większość przechodni krzyczała do nas "auguri!" lub "congratulations", robili nam zdjęcia, trąbili, krzyczeli. Tylu życzeń to chyba nawet w dniu ślubu nie otrzymaliśmy :)

Ok. 15 udaliśmy się do fotografa po zdjęcia.


 (źródło: http://www.photovat.com/)

Strażnikowi wystarczy powiedzieć "foto" i bez problemu nas wpuści ;)

 

Na miejscu mogliśmy zamówić wybrane zdjęcia. Fotograf uwiecznił wszystkie ważne momenty :)



1 szt. zdjęcia w formie digital kosztowała 8€.

Wywołane zdjęcia:

10x15 - 2,5€

15x22 - 3,5€

20x30 - 4€

24x36 - 7€ itd.

Można płacić kartą.

 Chcieliśmy wziąć większą ilość zdjęć o wymiarach 10x15. Okazało się jednak, że trzeba na nie czekać do jutra. (o my naiwniacy, myśleliśmy, że będą od ręki...). Jedynie format 15x22 i 20x30 można było odebrać tego samego dnia, około godz.18.00.

I tak do 18.00 spacerowaliśmy w tych naszych strojach ślubnych po Rzymie, robiliśmy sobie zdjęcia i podziwialiśmy Wieczne Miasto. Byliśmy naprawdę zmęczeni, ale następnego dnia rano jechaliśmy już dalej i musieliśmy poczekać na te zdjęcia.

 Wysłaliśmy też pocztówki z Watykanu :)



 Wszystkim możemy tylko polecić takie przeżycie. W sumie to może dopiero teraz, patrząc na zdjęcia, dociera do nas co się stało :)

Jedno pewne - było warto!

Jeśli macie jakieś pytania to śmiało :) jeśli ktoś woli pytać na priv to zachęcamy do napisania maila:

nieznanemiejsca@gmail.com

lub poprzez nasz

fanpage na Facebooku.


Pozdrawiamy

M&M

14 komentarzy:

  1. niesamowita przygoda i niesamowite przeżycie, co doskonale widać na Waszych zdjęciach. :) i taka wyprawa w sukni ślubnej też musi mieć swój urok. ;)
    pozdrawiam serdecznie! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. pamiętając o takim błogosławieństwie na pewno łatwiej iść razem przez życie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Cudownie. Długi post, ale każdemu kto pragnie się wybrać na błogosławieństwo z pewnością pomoże! Ja już się w suknie moją pewnie nie zmieszczę - haha. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękne i niesamowite przeżycie. Post długi, ale czytałam z zapartym tchem. Pamiątka na całe życie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To musiało być dla Was piękne przeżycie, aż zazdroszczę. Ach uwielbiam Italię, to już pewnie wiedzie;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, to musiało być piękne! :) Zazdroszczę i podziwiam determinację :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję i życzę mnóstwo szczęśliwych podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem, dlaczego aż tak, ale ten wpis wzruszył mnie do łez. Piękne przeżycie za Wami, gratuluję i nie wyobrażam sobie nawet, co Wy wtedy czuliście. Pięknie!
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. przeżycie zapewne duże ;) Za zdjęcia to trochę zdzierają, ale tak jest chyba we wszystkich miejscach religijnych...

    W bazylice byłem chyba w 2004 roku, wtedy jeszcze JP2 leżał w podziemiach i to tam gromadziły się gigantyczne kolejki. Przy pozostałych grobowcach najczęściej było pusto ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przezycie ogromne :)

      Jeśli byłeś w Watykanie po smierci Jana Pawła II to musiało to być po kwietniu 2005 roku :)
      Przy jego grobie caly czas ktos jest, ludzie robia zdjecia, modla sie i regularnie odprawiane sa tam Msze św. :)

      Usuń
    2. byłem dokładnie w 2005 roku, w sierpniu, tak więc stosunkowo krótko po śmierci, więc pielgrzymi ciągnęli tam "na świeżo".

      Usuń
    3. A czy możesz polecić jakiś nocleg ? I gdzie szukaliscie noclegu ?

      Usuń
    4. My spaliśmy na kempingu Camping Internazionale di Castelfusano, ok 30km od centrum Rzymu. W dzień audiencji auto zostawiliśmy na parkingu EUR Magliana (1,5€ za dobę) i tam się przebraliśmy, a do Watykanu dojechaliśmy metrem (jeżdżenie metrem w strojach ślubnych to dopiero coś - sporo osób robiło nam zdjęcia;P).
      Celowo nie szukaliśmy noclegu w centrum, ani blisko Watykanu - 1. bardzo drogo 2. różnie z parkingami i pomieszczeniami na rowery.

      W razie pytań służymy pomocą :_
      M&M

      Usuń