środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie 2014 oraz 2015 rok - nasze plany i marzenia :)

Cześć!

Czas mija tak szybko i nawet nie zauważyliśmy a tu 2015 na karku :)

Co wydarzyło się w 2014 r.?

1. Nareszcie zapisaliśmy się do Korony Gór Polski. (jest to bardzo łatwe, ale u nas trwało dość długo).
2. Zdobyliśmy 3 góry należące do KGP - Kopę Biskupią (nawet kilkakrotnie), Orlicę i Szczeliniec. Przymierzaliśmy się do Kłodzkiej Góry, ale nam się to nie udało :(
3. Odwiedziliśmy Głuchołazy i Górę Parkową.
4. Byliśmy w Krakowie - zwiedziliśmy parę muzeum.
5. Objedliśmy się w Spichlerzu i wdrapaliśmy się na zamek w Olsztynie.
6. Byliśmy w Dreźnie (m.in. w ciekawym muzeum), a w grudniu byliśmy na Striezel Markcie :)
7. Zlatorudne Mlyny w Zlatych Horach też były całkiem ciekawe
8. Zjechaliśmy z Pradziada na hulajnogach!
9. A z czego jesteśmy najbardziej dumni to z przejechania rowerami prawie 400 km wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego :)
10. 9. Byliśmy również w Kłodzku, Nysie, Opolu, Wrocławiu, Częstochowie i odwiedziliśmy przepyszne miejsca - ale o tym napiszemy Wam w przyszłym roku ;)

Co planujemy w 2015 r.? 

1. Zamierzamy objechać rowerami Mazury (i zahaczyć o Kaliningrad).
2. Chcielibyśmy odwiedzić inny jarmark bożonarodzeniowy w Niemczech lub Austrii.
3. Na pewno zdobyć co najmniej 5 gór do KGP.
4. Odwiedzić niemieckie Alpy - Obersdorf.
5. Na pewno chcemy zmienić troszkę tryb życia - zjeść zdrowiej, uprawiać więcej sportu i cieszyć się z najmniejszej rzeczy ;)
Reszta wyjdzie w praniu!

A Wam, nasi kochani czytelnicy:D, dziękujemy za odwiedzanie naszego bloga, zostawianie śladów po sobie, wsparcie i miłe słowa :) Życzymy przede wszystkim zdrowia, uśmiechu, zwiedzania, podróżowania i smakowania życia :)


Rok temu zdobywaliśmy w Sylwestra Kopę Biskupią, a w tym roku zamierzamy trochę potańczyć. Szampańskiej zabawy!

Pozdrawiamy,

M&M


czwartek, 18 grudnia 2014

Drezno - Striezelmarkt - Jarmark Bożonarodzeniowy

Na temat Drezna pojawił się już na naszym blogu jeden wpis.[link] Razem ze znajomymi postanowiliśmy odwiedzić Drezno zimową porą. 

Choinka na dworcu głównym

Grudzień to czas gdy w wielu miastach odbywają się Jarmarki Bożonarodzeniowe. Polskie jarmarki (krakowski, wrocławski) znamy już na pamięć, rok w rok ten sam scenariusz, grzane wino, jadalne kasztany, oscypki z grilla, kolędy itp. Postanowiliśmy sprawdzić jak z tymi jarmarkami jest u naszych zachodnich sąsiadów, bo jak wiemy wszędzie jest lepiej tam, gdzie nas nie ma. 



Zwiedzanie Drezna rozpoczęliśmy od zakupów w PRIMARKU. Tak, dokładnie, pojechali na jarmark, a wylądowali w sklepie z ciuchami. Nowo otwarty sklep, w którym spotkać można więcej Polaków niż w Polsce i więcej Czechów niż w Czechach. Trzy piętra ciuchów (biedny Mateusz). Po kilku godzinnych zakupach w nagrodę Magda zabrała Mateusza na bufet do chińsko-mongolskiej restauracji "Dschingiskhan" znajdującej się na przeciwko dworca głównego. Restaurację tego typu odwiedziliśmy już kiedyś w Landshut i Grundau, dlatego mogliśmy się spodziewać dobrej kuchni. Zamówiliśmy obiadowy bufet za 8,90 euro i cały szwedzki stół był do naszej dyspozycji: kaczka, wołowina, wieprzowina, kurczak, indyk, sosy słodko-kwaśne, pędy bambusa, chiński makaron, sushi itd. Więcej opiszemy Wam wkrótce.


Po obiedzie wybraliśmy się na główny, prawie najstarszy w Niemczech (odbywa się od 1434 r.), jarmark "Striezelmarkt" na placu Altmarkt. Nazwa Striezelmarkt pochodzi od nazwy świątecznego Drezdeńskiego ciasta Christstollen (strucla z marcepanem, bakaliami, kandyzadowymi owocami), potocznie zwanego Striezel. Zwiedzanie jarmarku nr 580 rozpoczęliśmy od kubełka grzanego wina. Zdecydowaliśmy się na coś dotychczas nieznanego - Feuerzangenbowle - grzane wino z pomarańczami. Koszt 200 ml gorącego napoju wyniósł 3,5 euro plus opcjonalnie 1 euro za dodatek amaretto lub rumu (z amaretto polecamy, a z rumem tylko dla twardzieli). Do ceny należy doliczyć 3 euro kaucji za kubek, którą można otrzymać  po oddaniu kubka. W zależności od stanowiska i jarmaku (w Dreźnie jest 10 różnych niezależnych jarmarków - my zwiedziliśmy 4) można napić się gorącego ponczu bezalkoholowego (opcja dla dzieci, kierowców, kobiet w ciąży) oraz Glühwein o różnych smakach: granat, wanilia, czarny bez, porzeczka, malina, jabłko, jeżyna, jagoda. Ceny wina od 2,5 - 4 euro.




Po solidnym rozgrzaniu się zaczęliśmy zwiedzanie stanowisk. Oczywiście podobnie jak w Polsce, można zakupić pierniki, zjeść gorące kasztany, kiełbaski z grilla, pieczonego prosiaka, owoce w czekoladzie, wate cukrową itd. no i oczywiście wszędzie słychać "Mery Christmas". Zupełnie nowe dla nas były czekoladki w kształcie zardzewiałych śrub, nakrętek i narzędzi warsztatowych. Z daleka wyglądały jakby były ze skorodowanej stali. Po podejściu bliżej sprzedawca słysząc nasz zachwyt w języku polskim zaczął z nami po polsku zachęcającą konwersację, jednak ceny czekoladek nie były na studencką kieszeń, np: klucz francuski 8 euro.



Na początku jarmarku znajduje się podest widokowy na którym widnieje napis "580 Dresdener Striezelmarkt". Z tarasu można zobaczyć cały piknie przyozdobiony i oświetlony plac.

















Jedną z głównych atrakcji Striezelmarkt jest karuzela diabelski młyn. Wstęp dorośli 3 euro, dzieci 2 euro. Spoglądając z góry na oświetlone stragany i wędrujących pomiędzy nimi ludźmi można poczuć magiczną atmosferę świąt.





W środkowej części jarmarku stoi scena na której odbywają się koncerty orkiestry, teatrzyk pacynek itp.



Kolejnym odwiedzonym przez nas jarmark znajdował się na placu Neumarkt. Znajdowały się tam  tam podobnie jak na poprzednim jarmarku stoiska z ręcznie wykonanymi ozdobami świątecznymi, drewniane zabawki, świece. Atrakcją która wyróżnia ten placyk jest karuzela łańcuszkowa napędzana siłą mięśni przez sympatycznego niemieckiego Pana kręcącego korbą. Karuzela jest niewielkich rozmiarów wykonana z drewna. Koszt 2 euro niestety tylko dla dzieci.



 A kolejną rzeczą, która wyróżnia ten mały jarmark jest stajenka w której można zobaczyć żywe owieczki.



Dla nas niepowtarzalny i najciekawszy był średniowieczny jarmark znajdujący się przy zamku (Stallhof). Niestety wstępny na ten jarmark w weekend jest płatny 2 lub 3 euro (w tygodniu jest darmowy). Od innych jarmarków różni się tym, że zamiast kolęd słychać średniowieczne melodie grane na dudach. Pod straganami zakupić można biżuterię, tkaniny, średniowieczne stroje, wina, nalewki, wyroby z drewna, porcelanę. 









Najciekawszą, a zarazem najzabawniejszą atrakcją jest możliwość kąpieli z obcymi ludźmi w wielkich (podobnych do jacuzzi) drewnianych beczkach. Koszt 1,5 godzinnej kąpieli w gorącej parującej wodzie 10 euro. Nad wannami  wiszą półeczki, na których można było trzymać rozgrzewające napoje ;). Na czas wchodzenia i wychodzenia z wody zasłaniane są specjalne kotary aby zachować prywatność i odgrodzić zażywających kąpieli od zwiedzających turystów. Patrząc z perspektywy Polaka, można by było zrobić tam niezłą imprezę :). 




Ceny na tym jarmarku podawane były w talarach.




Ostatnim jarmarkiem jaki zwiedziliśmy był Weihnachtsmarkt an der Frauenkirche, na którym podobne stanowiska z ozdobami, grzanym winem, jedzeniem np: z tradycyjnym Dresdner Handbrot, langoszami, kasztanami, Leberkese czy białymi bratwurstami w bułce ze słodką musztardą.  


Bez wątpienia polecamy odwiedzenie zagranicznych jarmarków. Na pewno odwiedza je wiecej ludzi niż w Polsce i atmosfera jest jakaś taka inna - milsza. :) 
Jedynym, czego brakowało nam, by nastała magia świąt, był śnieg.

Korzystając z okazji chcielibyśmy życzyć Wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia - nabierzcie siły na kolejny rok pełen wrażeń.
Życzymy dalekich i bliskich podróży w (nie)znane miejsca :)

Pozdrawiamy!

M&M

poniedziałek, 17 listopada 2014

Szczeliniec Wielki

Szczeliniec Wielki to kolejna góra należąca do Korony Gór Polski i znajduje się w Parku Narodowym Gór Stołowych.
Wybraliśmy się tam jeszcze w październiku i choć pogoda może nie wydawała się świetna to była idealna na góry - nie za ciepło i nie za zimno.

Żeby dojechać do Szczelińca trzeba udać się najlepiej w stronę Dusznik-Zdroj i na światłach skręcić w stronę Karłowa. Droga niestety nie jest zbyt dobrze oznaczona, ale "jakoś" się dojedzie :)


W Karłowie mnóśtwo jest parkingów płatnych. My zalecamy jechać trochę dalej, minąć te wszystkie znaki z opłatami i zaparkować na parkingu po prawej stronie (jadąc od strony Dusznik), który jest bezpłatny.


Po pozostawieniu samochodu na parkingu musimy cofnąć się kawałek do płatnego parkingu, z którego można spokojnie już iść na Szczeliniec.


Droga jakiś czas temu została wykostkowana. Po drodze można zobaczyć mnóstwo straganów z pamiątkami i wszelakim jedzeniem typu serki górskie czy pajda ze smalcem.


Wejście na Szczeliniec jako tako jest darmowe. Informacja o opłatach znajduje się już na dole - po wejściu na szczyt i minięciu schroniska można wrócić inną trasą, która jest właśnie płatna (ale może i bardziej urokliwa?).



Jednak nie wszyscy chcą kupić bilety i wracać inną drogą. Dlatego podczas naszego wejścia spotkaliśmy sporo osób idących "pod prąd".


Charakterystyczną cechą wchodzenia na Szczeliniec są schody - chyba jeszcze nie spotkaliśmy się z górą, na która wchodzi się w ten sposób. Schodków jest 665 i zostały zbudowane w 1814 roku.









"Pierwsze potwierdzone ślady bytności na szczycie ludzi datują się na rok 1576. Anonimowi mnisi wyryli wtedy na skale zwanej Fotelem Pradziada napis IHSV 1576. Podczas wojny trzydziestoletniej (16181648) skały Szczelińca prawdopodobnie służyły jako schronienie prześladowanym protestantom. W XIX w. szczyt stał się już ogólnie znaną atrakcją turystyczną. Odwiedziło go wiele znanych osobistości, m.in. Johann Wolfgang von Goethe."
(źródło: Wikipedia)



W Schronisku można zjeść różne potrawy i napić się czegoś ciepłego. Niestety obsługa nie zachwyca - Magdzie zwrócili uwagę, że robi zdjęcia, które są przecież dostępne na stronie internetowej (odsyłamy), a pytając, czy jest piwo bezalkoholowe kelner popatrzył na półkę, stwierdził, że nie i że nigdy nie było. Po czym spojrzeliśmy na lodówkę i nastąpiło "cudowne odnalezienie" piwa.


Mijając schronisko można przejść do wyżej już wspomnianej powrotnej trasy, która jest płatna.





Atrakcją powrotu jest przede wszystkim piekiełko, do którego najpierw trzeba długo schodzić, by potem wspinać się z powrotem "do nieba". Ciekawostką tego miejsca jest to, że kręcony tam został film "Opowieści z Narni: Książę Kaspian."






Po drodze mijamy kilka miejsc widokowych:



Tak wyglądał Szczeliniec po zejściu:


A to widzieliśmy przed wejściem: 


Krótko mówiąc - pogoda zmienną jest, szczególnie w górach :) 
Pozdrawiamy Panie w szpilkach i miniówkach, które mijaliśmy po drodze ;]