poniedziałek, 13 marca 2017

Włochy/Słowenia/Chorwacja - Parenzana

Większość Polaków pod hasłem urlop w Chorwacji widzi jeden obraz: woda, plaża i Karlovacko :)
My pomimo tego, że też lubimy spędzać urlop korzystając ze standardowego "leżingu i smażingu", to tym razem wybraliśmy jednak formę aktywnego wypoczynku. 



Trasa zbudowana została w 1900 roku i biegła przez 33 miejscowości. W 1935 kolej zlikwidowano, a kilka lat temu trasę przystosowano do rowerów - na trasie spotkać można liczne oznaczenia, drogowskazy i mapy. Nawierzchnia na trasie we Włoszech i Słowenii jest zadowoli  niemal każdego amatora wycieczek rowerowych (kostka brukowa, asfalt i beton), na część szlaku znajdującą się w Croati polecamy rowery MTB.    


Ostatnim etapem naszego miesiąca miodowego była chęć "pedałowania". W krótkiej notce podpowiemy wam, gdzie w Chorwacji spędzić można aktywnie czas, przy okazji zahaczając o dwa inne kraje. 


O chorwackich szlakach rowerowych dowiedzieliśmy się od naszej zapalonej sportsmenki i podróżniczki Diany, która kilka lat wcześniej sama przetestowała jednośladem tamte okolice.



Parenzana to stara linia kolejowa o długości 123,1 km biegnąca przez Włochy, Słowenię i Chorwację, z której utworzona została trasa rowerowa. Pełna mostów, tuneli, górek, pięknych widoków stała się popularnym celem turystycznym - przeważnie dla turystów niemieckich. 


No to po kolei, a raczej po "koleji" :) Trasę rozpoczęliśmy we włoskim mieście Trieście. Po noclegu spędzonym w namiocie na polu namiotowym do Triestu dostaliśmy się tramwajem wodnym: za przepłynięcie z Muggi do Triestu zapłaciliśmy 1,75€ za rower i 4,10€ za osobę. Statki pływają regularnie co godzinę. Bardzo polecamy taki rejs ze względu na niesamowite widoki. W Trieście w porcie pierwszy raz widzieliśmy olbrzymie rejsowe turystyczne statki i od razu zaplanowaliśmy nasz urlop w 2055 roku :).   











W Trieście polecić możemy pizzę w restauracji "Trattoria Caprese Trieste" znaleźć można ją pod adresem Piazza della Borsa, 15/15b, 34131 Trieste, Włochy - jest to sieć restauracji dostępnych we większych włoskich miastach. Według Magdy jedna z lepszych włoskich pizzerii. 




W Treście po długim poszukiwaniu informacji turystycznej dostaliśmy okoliczną mapę tras rowerowych (zawierała również część Parenzany) i drogą asfaltową udaliśmy się na południe w kierunku Słowenii.


Początkowo we Włoszech i Słowenii trasa rowerowa biegła wzdłuż wybrzeża, dobrze przygotowane ścieżki rowerowe pełne były rowerzystów.


video
Dla Mateusza ciekawostką były logistyczne porty znajdujące się nad morzem. Miasteczka zbudowane z kontenerów towarowych, czy pola, na których okoliczni rolnicy posiadają plantację samochodów budziły w nas ciekawość.




 Pole z setkami samochodów, ciekawe dla Mateusza było to, że większość samochodów była biała.
Z trasy obserwować można było rozlewiska służące do hodowli ryb.


Po drodze można było spotkać punkty widokowe, ławeczki. Jedyne czego brakowało to miejsc, w których można coś zjeść - jeszcze nikt nie wpadł na pomysł żeby zbudować po drodze jakąś mini restaurację :)






Im dalej od Triestu, tym mniej ludzi.
Na trasie Parenzany występuje 6 tuneli - najdłuższy z nich ma 222m długości. Dla nas przejazdy tunelami byłe mega frajdą, a czasem, z powodu egipskich ciemności, budziły lekki strach. Dlatego na szlak należy zabrać ze sobą latarkę. Po drodze spotkaliśmy też 6 wiaduktów łukowych.










 Chorwacka roślinność również wzbudzała w nas ciekawość, na trasie spotkać można było dzikie agawy i kaktusy.



 Obiad podczas naszej wyprawy zjedliśmy w małej Chorwackiej wiosce w restauracji "Sergio". Mateusz testował regionalne dodatki do dań Trufle, jednak obydwoje zgodnie stwierdziliśmy, że to nie "nasze smaki". Ale o tym w kolejnej notce :)




Cała trasa ma 123km długości, my podzieliliśmy ją sobie na kilka etapów.
W drugim dniu udało nam się przejechać 86 km (z czego 5km było pod wielką górę). Nocleg znaleźliśmy w Chorwackiej miejscowości Motovun -  poprzez portal booking.com. Część Chorwacji którą zwiedzaliśmy na rowerach to Istria, która słynie z trufli i wina. 


 Po wdrapaniu się na szczyt Motovun jedynym lekarstwem na upał był mocno schłodzony Radler.
Wieczór w tym miasteczku był bardzo romantyczny - klimat i nocny widok na znajdujące się tam obiekty architektury wprowadziły nas w spokojny, pełen relaksu stan. Dopełnieniem dnia była romantyczna kolacja na jednej (bo jedynej) ulicy tego miasteczka.  
 Po tylu km na rowerach nie zaprzątaliśmy sobie głowy przeliczaniem kun i złotówek - przyszła pora na wieczorne szaleństwa:


 Polecamy posmakować Chorwackich specjałów: Rakija - mocny chorwacki bimber otrzymywany z owoców, Medenica - wódka otrzymywana z miodu i Biska - wódka  z jemioły.  


 Przepyszne Palacinki z orzechami
 Śniadanie w Motovun było iście bajeczne - pyszne jedzonko na tarasie z widokiem na góry.
Chorwaci już od śniadania zachęcają do próbowania potraw z truflami. Jajecznica, sery, wędliny itp, wszystko z truflami. Dodatkowo na mieście można spotkać ogłoszenia - szkoły tresury psów, które zajmują się wyszukiwaniem trufli.



Na wielki plus zaliczamy ciągle sąsiedztwo winorośli, Dla głodnego Mateusza była to jedna z głównych atrakcji :)


Jedną z ciekawszych dla spotkanych przez nas rzeczy były altany służące Chorwatom jako garaże pokryte pnącymi się kiwi - niestety 7. przykazanie nie pozwoliło nam na spróbowanie owoców z pokrycia dachowego garaży. 





Parenzana prowadzi do miejscowości Poreć położonej nad morzem Adriatyckim. W drodze powrotnej (samochód zostawiliśmy pod Triestem) pedałowaliśmy wzdłuż wybrzeża Morza Adriatyckiego. W miejscowościach nadmorskich czar magicznej Istrii prysnął, po drodze spotkać można było standardowe typowe miejscowości turystyczne niczym nas nie zachwycające. Jedzenie w nadmorskich restauracjach było typowe i mało oryginalne.

Cała nasza wycieczka zajęła nam 4 dni i była również bogata w spotkanie z chorwacką fauną:
W drodze powrotnej zrobiliśmy zakupy w jednej z Chorwackich melin, gdzie przemiły chorwacki rolnik przed zakupem trunków "zmuszał" nas do degustacji przeróżnych wódek: granatowej, kawowej, rakiji, miodowej i jemiołowej. Zakupy dociążyły nam sakwy rowerowe i z lekkim stresem przed kontrolą na granicy Chorwacko-Słoweńskiej (wódki bez banderoli - własnej produkcji), czuliśmy się jak przemytnicy.

Droga powrotna z Parenzany była w większości z górki :). 
W pełni zadowoleni z rowerowych wojaży wróciliśmy pod Triest po samochód, a stamtąd już do PL, kończąc nasz wspaniały miesiąc miodowy.


Słyszeliście coś kiedyś o Parenzanie, czy o Motovunie? 


Pozdrawiamy

M&M


11 komentarzy:

  1. Świetne zdjęcia, świetna przygoda i głodna sie zrobiłam po Waszym wpisie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Was za spędzenie części swojej podróży poślubnej na rowerze. Ale muszę przyznać, że podobało mi się to. Parenzana to chyba trasa dawnej kolejki wąskotorowej, a teraz to trasa rowerowa. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podróż poślubna na rowerze? to nic, że tylko jej część! ja Was bardzo podziwiam.
    Świetna relacja i kapitalne zdjęcia.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo atrakcyjna trasa rowerowa. Oryginalny sposób na podróż poślubślubną, troszkę to mi przypomina naszą wyprawę rowerową po ślubie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Interesujący sposób na podróż poślubną, będziecie mieli co wspominać na starość. To co zobaczyliście tego Wam nikt nie zabierze. Fajna relacja i super zdjęcia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Taki aktywny wypoczynek najlepszy. Na dłużej zapada w pamięci, ma się z niego lepsze wspomnienia i dodatkowo ma się poczucie dumy z siebie samego :) U mnie już niestety przy małych dzieciach taki odpoczynek na razie odpada, ale kiedy będą miały kilka lat mam już pomysł na aktywny "wypoczynek" może w dolinach Alp... O ile mąż się zgodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim zdaniem teraz najbardziej ważna w motoryzacji jest ekonomiczność danego pojazdu. Producenci prześcigają się w nowinkach technologicznych często zapominająć o redukcji spalania auta, a potem celowo fałszują wyniki spalania. Przykładem dość głośnym był w ostatnich latach Volkswagen. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fantastyczna podróż i do tego poślubna, wielkie brawa dla Was!
    Ogromne centra logistyczne w kontenerach są również u nas nad naszym morzem.
    Zdjęcia są przepiękne :))
    Życzę wiele szczęścia w życiu i mnóstwa przepięknych wypraw :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Też zdecydowanie wybieram aktywny wypoczynek, przecież na Karlowaćko i tak znajdzie się czas. ;)
    Fantastyczna relacja, cudowne widoki i pyszne jedzenie, to lubię. :D Aż zatęskniłam za Chorwacją!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Aleściemi narobili smaka tym tunelem!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przepadam za Chorwacją. Za droga, zbyt komercjalizowana i zbyt mało sympatyczna w porównaniu z innymi bałkańskimi post-jugosłowiańskimi krajami. Ale ta forma rowerowa mi się podoba :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń