środa, 21 lutego 2018

Sandomierz

Sandomierz - historyczne miasto, jedno z najstarszych w Polsce. Kiedyś kojarzone z pięknym zamkiem, sadami, dziś tylko nieliczni pamiętają, że tuż obok leżą Góry Pieprzowe, a w samym centrum znaleźć można wspaniałe zabytki.
Dziś Sandomierz wszyscy kojarzą z Ojcem Mateuszem.
Na słowa, że urlop zamierzamy spędzić w Sandomierzu - odpowiedź "aaa tam gdzie ojciec Mateusz" usłyszeliśmy kilkanaście razy. Z jednej strony dobrze, że miasto w ogóle jest kojarzone, ale z drugiej przykro, że tylko z powodu serialu. Bo urokliwy Sandomierz ma turystom wiele do zaoferowania.
W Sandomierzu spędziliśmy kilka dni, głównie pokonując trasy rowerowe w okolicy, o których pisaliśmy tutaj. Ale pierwszego dnia pogoda nie dopisała i zmuszeni byliśmy czymś się zająć - mimo mocnego deszczu wybraliśmy się zwiedzić miasto. Skorzystaliśmy też z usług przewodnika PTTK, który oprowadzał grupę po mieście opowiadając o jego historii.
O Sandomierzu pisał już Gall Anonim stawiając miasto na równi z Krakowem i Wrocławiem, jako jedne z 3 najważniejszych należących do Królestwa Polskiego. 
Miasto miało kilka lokacji, na najstarszych wzgórzach, na których znajdowały się kościoły. Pierwszy akt lokacji w obecnym miejscu wydał Leszek Czarny, w 1286 roku. Znajdowało się tu wtedy 40 drewnianych domów na rynku.
Wjeżdżając do Sandomierza pierwszy w oczy rzuca się zamek, a raczej jego pozostałości. Zamek w tym miejscu stał już w XII wieku. Podczas potopu szwedzkiego wysadzono go - ocalała tylko jego zachodnia część, którą możemy podziwiać do dziś. Dziś znajduje się tu muzeum okręgowe. 
Mury otaczające miasteczko miały grubość 9-10 metrów oraz 21 baszt ochronnych. 
Fragmentem murów jest Furta Dominikańska zwana też Uchem Igielnym. Była kiedyś przejściem ułatwiającym komunikację zakonu Dominikanów z braćmi na zewnątrz.
Miasto miało 4 bramy wjazdowe - krakowska, lubelska, zawichojska i opatowska. Dziś możemy podziwiać jedynie tę ostatnią.
Brama Opatowska ufundowana została przez Kazimierza Wielkiego.
Przed nią znajduje się gotycki kościół pw. Ducha Świętego - jeden z najstarszych w Sandomierzu. Działał obok niego Zakon Ducha Świętego. Duchacy prowadzili szpital dla biednych oraz hospicjum. Byli też pierwszymi twórcami Okna życia - w przedsionkach kościoła był kosz, w którym kiedyś zostawiano dzieci. Dziś istnieje tylko żeńska część zakonu - ich siedziba mieści się w Krakowie. 
Jedna z kamieniczek leżących na rynku należała do znanego lekarza - Stanisława Bartolona, który uczył się na Akademii Królewskiej. Jego sława sięgała poza Sandomierz - gdy ktoś był naprawdę ciężko chory mówiono, że "już mu i sandomierski doktor nie pomoże". Był fundatorem pierwszych drewnianych wodociągów. Dziś w piwnicy jego domu mieści się zbrojownia, my jej jednak nie zwiedziliśmy. 
W XIV wieku zaczęto budować piwnice mieszczańskie pod rynkiem, które systematycznie rozbudowywane sięgały nawet 16-17 metrów. Były to magazyny kupieckie, przechowywano w nich solone mięso, beczki z winem, różnego rodzaju zapasy. Również sól sprowadzaną z Bochni i Wieliczki. 
W latach 60 XX wieku piwnice same o sobie przypomniały. Pierwszą ich ofiarą został sandomierzanin, Pan Faber. Poszedł do kiosku na zakupy. Sprzedający chciał mu podać zakupy, ale mieszkaniec zniknął mu z oczu. Okazało się, że dosłownie zapadł się pod ziemię - zapadły się piwnice. Jest to prawdziwa opowieść, a bohater żyje do dziś. Śmiano się potem, że była to kara za to, że kupował kryminałki, a nie Trybunę Ludu :)
Był to pierwszy przypadek zapadnięcia się piwnic, który uświadomił mieszkańcom o niebezpieczeństwie kryjącym się pod ziemią. Zrobił się szum medialny, w telewizji podano, że nie wiadomo, czy uda się ocalić miasto. Mimo wszystko udało się. Państwo wsparło Sandomierzan (ok. 300 milionów ówczesnych złotych). Sprowadzono górników z Bytomia, którzy zajęli się zabezpieczaniem podziemi. Okazało się, że część piwnic sięgała nawet kilka km poza miasto!

Większość z nich zasypano, z pozostałej częsci utworzono trasę turystyczną o długości 460 metrów z 34 pomieszczeniami udostępnionymi do zwiedzania. 
W piwnicach powstało wtórne zabezpieczenie i klinkier. 
Najniższe zejście mierzy dziś 12 metrów.
Z sandomierskimi podziemiami wiąże się także legenda o Halinie Krępiance.
Młoda dziewczyna podczas najazdu Tatarów w XIII wieku straciła wszystkich swoich bliskich. Chcąc się zemścić, celowo udała się do wroga i zaproponowała, że zaprowadzi Tatarów podziemnymi korytarzami do miasta. Wtajemniczeni mieszkańcy Sandomierza zasypali wejścia do podziemi w odpowiednim momencie - zginęli wszyscy Tatarzy, śmierć poniosła także Halina.
Na pamiątkę pracy górników w piwnicach jedna część została zaaranżowana na szyb kopalniany.
Miasto miało prawo do bicia własnej monety, które jednak nie zostały znalezione. 
Podczas zwiedzania usłyszeliśmy również historię zawodu sandomierskiego kata.
Był to zawód szanowany i jego nauka trwała 20-kilka lat - obejmowała również naukę medycyny, tak więc kat mógł też np. nastawiać ręce. Mężczyźni zajmując się tą profesją zarabiał dużo i obsługiwał kilka miast. Kat sandomierski pracował także w Opatowie i Lublinie. 
Dowiedzieliśmy się również, że za kłamstwo mieszkańcy musieli nosić maskę świni, a za kradzież obcinano im ręce.
W Sandomierzu znajdowało się kiedyś 12 kościołów. Dziś pozostało tylko 6 z nich, w tym 3 na obrzeżach miasta. 
My zwiedziliśmy jeden - bazylikę Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, dawną kolegiatę.
To kościół gotycki, najstarsze wzmianki o nim pochodzą z XII wieku. Posiada dzwonnice z 3 dzwonami.
W prezbiterium znajdują się freski bizantyjskie z fundacji Jagiełły po bitwie pod Grunwaldem, a także najstarsze herby malowane w kolorze.
Największy fresk przedstawia Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny:
Znajdują się tu relikwie m.in. Wincentego Kadłubka. Nie wiemy, czy wiecie, ale to on zapoczątkował zapalanie lampki przy Najświętszym Sakramencie :)
W kościele znajduje się także ciekawa rzeźba Pana Jezusa na krzyżu, która pochodzi z końca XIII wieku. Krucyfiks wykonany został z drewna lipowego. Niestety do dziś nie wiadomo, kto jest jego autorem. O rzeźbie pisał już Jan Długosz - w 1448 roku rzeźba spadła i uszkodzona została lewa ręka. Prace konserwatorskie w 2016 roku potwierdziły ten fakt.
Rzeźba jest o tyle ciekawa, że patrząc z jednej strony na Jezusa widzimy, że cierpi, z drugiej zaś, że się uśmiecha.
Więcej o krucyfiksie możesz przeczytać tu: 


Innym ciekawym dziełem jest malowany kalendarz stworzony przez Franciszka Placidi. Pochodzi z XVIII wieku i składa się z 12 wielkich obrazów. Każdy miesiąc przedstawia świętych męczenników - jest ich na płótnie tyle, ile dni ma dany miesiąc.
Poza kalendarzem w kościele wiszą jeszcze 4 inne obrazy przedstawiające krwawą historię Sandomierza - podobno malowidła te, szczególnie jedno z nich pt. Rzeź Niewiniątek, przedstawiają morderstwa dzieci chrześcijańskich przez Żydów. Sam obraz wywoływał w ostatnich latach niemałe kontrowersje, dlatego umieszczono pod nim napis wyjaśniający, że jest to rzekomy mord rytualny i, że prawo żydowskie zabrania spożywania krwi.
Hitoria Judaizmu w Sandomierzu sięga czasów Kazimierza Wielkiego. Dzieje Żydów w Sandomierzu były burzliwe - przez długie lata oskarżano ich o wyżej wspomniane mordy rytualne. Wiecej na ten temat możecie poczytać np. tutaj: https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/s/697-sandomierz/99-historia-spolecznosci/137979-historia-spolecznosci

Była tu synagoga, w czasach międzywojennych nawet teatr i biblioteka. Podczas II wojny światowej utworzono tu getto. Większość Żydów zginęła lub uciekła. Obecnie synagoga pełni funkcję archiwum państwowego.
Zwiedziliśmy również dom Jana Długosza - właściwie on tam nie mieszkał, jedynie go ufundował, ale nazwa pozostała. Do XIX wieku była to siedziba księży Mansjonarzy, później przez lata budynek stał niezagospodarowany. Krótko przed II wojną światową wyremontowano go i stworzono w nim Muzeum Diecezjalne.

Wstęp: młodzież szkolna i studenci 3 zł, emeryci i renciści 4 zł, dorośli 6 zł.


ZDJECIE REKAWICZEK

Jednym z ciekawszych eksponatów są białe, wykonane z koźlęcej skórki, rękawiczki. Tradycja podaje, że należały do Królowej Jadwigi, której zimą podczas powrotu z Sandomierza zakopała się w śniegu. Miejscowi ruszyli z pomocą. W ramach podziękowań królowa obiecała wykupić wieś i zwolnić ich z podatków. W ramach rękojmi, że nie zapomni o obietnicy zostawiła im swoje rękawiczki.
W Sandomierzu nakręcono 13 filmów, m.in. Popioly i Ziarno prawdy. Jednak największą reklamą Sandomierza jest popularny serial Ojciec Mateusz. 
Podobno na miejsce rozgrywania akcji wybrano właśnie to miasteczko, ze względu na jego podobieństwo do włoskich miasteczek, urokliwy rynek, wąskie uliczki. 
Tak naprawdę w Sandomierzu kręconych jest zaledwie kilka scen - na Tarasie Kordegardy (kawiarnia na rynku) pokazywane są czasem rozmowy bohaterów, Wydział Architektury mieszczący się przy rynku odgrywa rolę komisariatu.
Kościół i plebania znajdują się w miejscowości Glinianka pod Warszawą.
Ktoś wpadł za to na pomysł i stworzył w Sandomierzu Świat Ojca Mateusza. Zdecydowaliśmy się go odwiedzić. Bilet normalny kosztuje 13 zł, a ulgowy 10/11zł.
Znajduje się tu też sklep z pamiątkami.
Znajdują się tu atrapa kościoła, plebanii i komisariatu wraz z figurami bohaterów.
Figury robione są w Poznaniu, a czas ich powstania wynosi ok. 4 miesiące.
Koszt wykonania figury to ok. 60 - 100 tysięcy złotych.
Ciekawostka: najcięższą figurą jest Natalia :)) waży ok. 35 kg. 
W Sandomierzu znajduje się też słynny Wąwóz św. Jadwigi - mierzy ponad 0,5 km. Jest to wąwóz lessowy, a nazwa pochodzi od Królowej Jadwigi, która często odwiedzała leżący nieopodal kościół św. Jakuba.
Wspomniany kościół św. Jakuba to romański kościół z XIII wieku. Wg tradycji dominikanie zamieszkujący klasztor przykościelny produkowali bardzo dobre wino. Do dziś zakonnicy kontynuują tę tradycję.
Widok na winnice nieopodal zamku.
Z kościołem tym wiąże się również pewna smutna legenda. 
W XIII wieku podczas przygotowań do modlitwy następnego dnia, jeden z braci przeczytał o męczeńskiej śmierci zakonników z Sandomierza. Następnego dnia do kościoła wtargnęli Tatarzy i wszystkich zamordowali. Tradycja podaje, że zakonnicy ponosząc śmierć śpiewali pieśń Salve Regina. 
W kościele tym znajdują się relikwie zmarłych braci - zwane relikwiami Sadoka i 48 Sandomierskich Dominikańskich Męczenników.
12 VI 1999 roku Sandomierz odwiedził Papież Jan Paweł II. W 7 lat po tym wydarzeniu w miejscu tym postawiono pomnik upamiętniający to wydarzenie.

Oczywiście nie możemy zapomnieć też o otaczających Sandomierz sadach, jednych z największych w Polsce. Rosną tu jabłka, śliwki, morele, orzechy, wiśnie, gruszki i wiele innych smacznych owoców. Można je także zakupić na sandomierskiej giełdzie, znajdującej się nieopodal pomnika Jana Pawła II.

Ziemia sandomierska bogata jest nie tylko w sady, ale i w ... kamienie. Szczególnie popularnym jest krzemień pasiasty. W dobie neolitu używano go do wyrobu narzędzi, a przez ostatnie kilkaset lat służył raczej jako środek wymiany handlowej. W latach 70-tych Cezary Łutowicz zaczął używać go do produkcji biżuterii i tak kamień ten stał się popularny. W Sandomierzu znajduje się kilka malutkich sklepików oraz galerii z tym własnie kamieniem: 
:)
W Sandomierzu zajadaliśmy się lodami, które pobiły wszystkie dotychczas przez nas zjedzone. 
Nigdy w życiu nie jedliśmy tak dobrych lodów.
I mimo że pogada nie zachęcała chodziliśmy na nie codziennie. :)
Raz spróbowaliśmy też proziaków - tradycyjnych placuszków, które pochodzą z Podkarpacia. Ich składniki to kefir lub kwaśne mleko, soda, jajka i mąka pszenna. Serwowane były z dodatkami na słodko lub słono. 

Dziś Sandomierz zamieszkuje oficjalnie ok. 25 tysięcy osób, ale w rzeczywistości (odliczając studentów itp.) jest ich ok. 17 tysięcy.

Pozdrawiamy
M&M

PS: Wszystkie informacje historyczne zawarte w notce pochodzą z notatek zapisywanych podczas oprowadzania przez Panią przewodnik.

15 komentarzy:

  1. Twój opis jest po prostu świetny. Najpierw czytałam różne ciekawe informacje, a później oglądałam spokojnie zdjęcia. Znam i ja Sandomierz, ale u Ojca Mateusza nie byłam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ileż tam jest do zobaczenia, nie wiedziałam. hehe Genialny post, wiele się nauczyłam. Czytało mi się fajowo, tyle ciekawostek. Za kłamstwo nosić maskę świni, niezły pomysł. ;D Bardzo interesujący post. Serdeczne pozdrowienia przesyłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nam miło, że tak pozytywnie odebrałaś nasze opowieści :)
      pozdrowienia :)

      Usuń
  3. Chętnie się tam wybiorę w tym roku :D
    Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Sandomierz jest przepiękny i zachwyca architekturą, uliczkami i atmosferą. Dziękuję za ten wirtualny spacer :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Urokliwe miasto, sporo się zmieniło od naszej wizyty. Ale to było już bardzo dawno. Z przyjemnością tam powrócę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Magdo, cudowny post i wspaniałe zdjęcia. Wróciłam wspomnieniami do Sandomierza.
    Jest niczym Rzym, położone na siedmiu wzgórzach i zabytków ma też wiele.
    No i te lody. Muszę tam wrócić.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Figurki świetne, dałam się nabrać, że to prawdziwy Mietek;)
    Byliśmy w Sandomierzu w 2012 roku w maju na klika dni i bardzo nam się tam podobało.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sandomierz co jakiś czas "wyskakuje" mi w internecie i obiecuję sobie, że kiedyś zobaczymy to miasto. Wasz wpis jeszcze bardziej do tego zachęca. Czasem strasznie żałuję, że co roku mamy tylko 26 dni urlopu i brakuje czasu, by zobaczyć, w jakim pięknym kraju mieszkamy. Do Sandomierza mamy trochę ponad 400 km i pewnie całkiem skomplikowaną siatkę połączeń komunikacji publicznej, ale skoro figury do Świata Ojca Mateusza mogą z Poznania dojechać, to my chyba tym bardziej :-) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Sandomierz jest takim miastem, które chętnie odwiedzam i zawsze jeszcze coś nowego znajdę do zobaczenia. W świecie Ojca Mateusza nie byłam, więc znów mam powód, żeby tam pojechać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sandomierz to miasto mojego regionu. Przynajmniej raz w roku jestem w Sandomierzu jesienią - co polecam szczególnie bo Sandomierz (Stare Miasto) jest oplecione dzikim winem i bluszczami.Jest też dużo starych drzew i kiedy jesień wybarwia kolory to można stąd nie wyjeżdżać.
    Sandomierz to także Wisła, rejs stateczkiem jest urzekająco piękny.
    O Sandomierzu mogłabym dużo pisać, polecam to piękne miasteczko wszystkim właśnie złotą jesienią.
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cuda na kiju :)
    Fajna wycieczka. Wybieram się w tym roku. Już kilka lat upłynęło od mojej wizyty nad Wisłą ;)

    Pozdrawiam :))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Sandomierz to ponoć najniebezpieczniejsze miasto w Polsce ;) Nigdy nie byłam, ale miasto prezentuje się naprawdę zachęcająco. I nudzić raczej się tam nie można.

    OdpowiedzUsuń