wtorek, 2 stycznia 2018

Łysica

Łysica to najwyższy szczyt w Górach Świętokrzyskich, często mylona ze swoją sąsiadką - Łysą Górą. Należy do Korony Gór Polski i jest jej najniższym szczytem - najniższym, ale jej ostatnie podejście potrafi dać w kość:)
Łysica, zwana też potocznie Górą Świętej Katarzyny, mierzy 612 m.

U jej podnóża leży miejscowość Święta Katarzyna, z której prowadzi czerwony szlak na szczyt góry. 

Stamtąd startujemy naszą wędrówkę. Samochód zostawiamy na podwórku jednego z domów (koszt: 5zł). 


Zaraz po drugiej stronie ulicy zaczyna się już szlak. 


Łysica znajduje się na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego, dlatego wstęp jest płatny - bilet ulgowy kosztuje 3,5zł, a normalny 7 zł. 
Przy zakupie biletu można podbić książeczkę.

Mijamy źródełko św. Franciszka - podobno jego woda ma właściwości lecznicze


O Górach Świętokrzyskich powstało mnóstwo legend. Większość z nich dotyczy Łysej Góry i czarownic, ale znaleźliśmy małą wzmiankę o Łysicy i źródełku:

"W lesie, przy kapliczce Świętego Franciszka znajduje się źródło w kamiennej cembrowinie. Z wody biją bąbelki gazu, jest nim dwutlenek węgla, podnoszący walory smakowe wody. Legenda mówi, że przed wiekami, gdy na szczycie Łysicy w miejscu obecnego gołoborza stał zamek zamieszkały przez dwie siostry. Przybył tam rycerz i wdał się w romans z starszą siostrą. Gdy młodsza poszła rankiem do lasu, przygotowano dla niej truciznę. Wtedy Pan Bóg zesłał burzę, by uniemożliwić młodszej siostrze powrót do zamku, gdzie czekała na nią śmierć. Pioruny roztrzaskały zamek, zabijając przewrotną parę. Młodsza po powrocie zastała gruzy, padła na kamienie „zapłakała ino łzy puściły się po głazach, jakby zmyć chciały grzechy siostrzane. Spłynęły ij z oczów litościwych tak bardzo, że do dziś wypływają dołem, źródłem Św. Franciszka”… – pisał poeta ludowy Józef Ozga – Michalski z Bielin w „Gadkach Świętokrzyskich”. (...)"
(autor: K.Micorek, źródło: http://www.wgorach.iap.pl/index.html?id=22434&location=f&msg=1, 29.12.2017)


 Badacze z Państwowego Instytutu Geologicznego stwierdzili przy źródełku anomalię magnetyczną, czyli zakłócenie w ziemskim polu magnetycznym. Kompas pokazał północ, nie tam gdzie ona w rzeczywistości jest. Dla upewnienia się i potwierdzenia anomalii, przeprowadzono pomiary dokładniej, czyli poziomego odchylenia igły busoli Gerlacha. Anomalia została potwierdzona. Ustawiono szybiki badawcze i dokopano się do skały wulkanicznej pokrewnej bazaltowi. Nawiercono także złoże pirytu, galeny i blendy cynkowej. Sprawa źródełka pod Łysicą była teraz jasna. Przy zjawiskach wulkanicznych obowiązuje w geologii pewien porządek. W tym porządku występowały zjawiska geologiczne zwane fumarolą i solfatarą. Ostatnim stadium wygasłego wulkanizmu jest gaz dwutlenek węgla, czyli mofeta, co można obserwować w źródełku Św. Franciszka, jako bąbelki wydobywające się razem z woda."
(autor: K.Micorek, źródło: http://www.wgorach.iap.pl/index.html?id=22434&location=f&msg=1, 29.12.2017)



Kapliczka św. Franciszka:

Śpieszyliśmy się do Sandomierza dlatego na szczyt szliśmy dość szybko, pierwsza część drogi poszła łatwo, bo wyłożona jest drewnianymi deskami.
Po drodze jest kilkanaście punktów obserwacyjnych z ciekawostkami.

Inna legenda dotyczy diabłów świętokrzyskich:

"Diabłów było jeszcze więcej niż czarownic. Ksiądz Bohomolec określił ich liczbę na 15 miliardów. Nie cieszyły się jednak takim uznaniem jak czarownice. Można je było oszukać, bo nie były dość sprytne. Często usługiwały wiedźmom. Najczęściej występowały pod postacią zwierząt. Mogły być także całkiem niewidzialne. W postaci ludzkiej można było poznać po czarnej gęstej czuprynie, między którą ukrywały się rogi. Pozostawiały po sobie też charakterystyczny zapach siarki. Dzielono diabełki na domowe, leśne, wodne i losu zależnie od rodzaju ich działalności. Najwięcej diabłów zamieszkiwało Łysicę. Diabełki świętokrzyskie były z reguły niegroźne, choć lepiej było mieć się przed nimi na baczności. Kradły grzechy i podrzucały innym, nękały bogaczy, myliły rachunki, namawiały do rozpusty i hulanek. Na przykład Waligóra, potężne diablisko, dokuczał świętokrzyskim myśliwym. A cudzoziemski czart, hrabia Manteufel zabierał do piekła najgorszych grzeszników.
Jednak ogólnie diabliki świętokrzyskie nie szkodziły specjalnie ludziom. Co najwyżej płatały im złośliwe figle. Zdarzało się, że odbierały komuś rozum, a i wtedy wystarczyło takiego delikwenta pokropić wodą święconą, by czar przestał działać."


Później pojawiają się kamienie, tu idzie się już ciężej, trzeba uważać, gdzie stawia się stopy.
Na szczyt docieramy po 20 minutach. Widzimy krzyż, tabliczkę i, niestety, dużą ilość śmieci :(
Na szczycie znajduje od 1930 roku stoi krzyż. W 2016 nastąpiła wymiana dotychczasowego krzyża - nowy został poświęcony, odbyła się Droga Krzyżowa i w rocznicę chrztu Polski, 12.11.2016 roku został zamontowany.




Szczyt Łysicy pokryty jest gołoborzem - inaczej mówiąc głazami.

Pamiątkowe zdjęcie i jazda na dół :) 
Całość zajęła nam 35 minut.


Pozdrawiamy
M&M

11 komentarzy:

  1. Ciekawa i bardzo ładna relacja. Chyba skorzystam z tej propozycji :)
    Dziękuję i pozdrawiam 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ Wy macie tempo. Skaczecie górki na górkę jak kozice.
    Szacun.
    Kris

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurcze, świetni jesteście.
    Podoba mi się Wasza relacja.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa wycieczka. W Górach Świętokrzyskich byłam jakieś 30 lat temu :(. Kochani napiszcie mi proszę na uktroterzy@gmail Wasz mailowy adres. Od dziś mój blog "Zapiski z angielskich podróży" jest tylko dla zaprzyjaźnionych z blogosfery. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym tam pojechać...
    Serdeczności na 2018 rok !

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaka wspaniala relacja! Ileż ciekawostek! Choć do feministek nie należę uśmiechnęlam się pod nosem czytając o tym, że diabełki były mniej inteligentne od czarownic ;)) Pozdrawiam serdecznie i życzę wszelkiej pomyślności w 2018!

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie ekspresowe wejście, świetna relacja. Niestety mało znam te okolice, więc tym chętniej czytam Waszą relację.
    Najlepszego w Nowym Roku :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ładna relacja. Bardzo lubię Góry Świętokrzyskie, tak miejscowości na ich obrzeżu, jak i same góry.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Na Łysicy byliśmy w kwietniu ubiegłego roku... Spodziewałam się tłumów, ale poza kilkoma osobami w okolicy źródełka Św. Franciszka nie spotkaliśmy nikogo. Widzę, że podczas Waszego pobytu też niewiele osób się tam kręciło. A szkoda, bo miejsce naprawdę urocze. My zajrzeliśmy wtedy także do Kakonina, dotarliśmy też na Łysą Górę, gdzie dopiero zaczął się większy ruch turystyczny. Zwiedziliśmy m.in. zabytkową chatę w Kakoninie, a pani, która ją urządzała do zwiedzania, opowiadała nam o tym, jak w Górach Świętokrzyskich turystyka zamiera i np. do Kakonina mało kto już dociera... Mamy tyle pięknych miejsc w Polsce... fajnie, że u Was także można o nich poczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, my bylismy tymi turystami, którzy ograniczyli się tylko do Łysicy i potem kierunek Sandomierz - na rowery :) ale mamy niedosyt i mam nadzieję,że tam wrócimy i może nawet odwiedzimy Kakonin :)

      Usuń
  10. To nie była długa wycieczka, ale kolejny szczyt zaliczony :) Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń