niedziela, 17 maja 2015

Niemcy - Berlin

Berlin! 
Do tego miasta chcieliśmy pojechać już dawno, ale ciągle nie było okazji. Magda jako germanistka uczyła się dużo o historii i znaczeniu Berlina, a także jego zabytkach, a nigdy tam nie była. Ale przyszła i na to pora podczas weekendu majowego. Tak oto 1. maja zawitaliśmy do stolicy Niemiec.
Wcześniej za pomocą mapy google zaznaczyliśmy miejsca, które chcieliśmy zobaczyć (kolejność przypadkowa) i wydrukowaliśmy taką prowizoryczną mapkę - jak się później okazało dobrze, że tak zrobiliśmy bo wszędzie były płatne, jedynie w centrum handlowym przy Potsdamer Platz w punkcie informacji można sobie było wziąć za darmo.


Do Berlina wjeżdżaliśmy od jego zachodniej części. Planowaliśmy zaparkować w jednym z wielu parkingów w centrum, które nie są takie drogie - polecamy stronę: http://www.parkopedia.de/parken/mitte_berlin/ . Jeśli chce się zaparkować w centrum trzeba pamiętać o plakietce ekologicznej, która zezwala na wjazd - więcej informacji na ten temat znajdziecie tutaj - http://www.umweltzone.pl/strefy/berlin . (Generalnie dużo osób twierdzi, że można taką plakietkę kupić w zwykłych warsztatach typu ATU lub np VW - zalezy to od landu. W Sachsen nie chciano nam jej w żadnym warsztacie sprzedać bo mieliśmy polski samochód - jedynie DEKRA je wydaje za 7€ - dużo taniej niż w Polsce.)

Berlin oferuje też dużo darmowych parkingów na obrzeżach miasta. Można tam spokojnie zostawić samochód i Berlin zwiedzać za pomocą komunikacji miejskiej.

Nasze plany parkingowe zmieniły się gdy zobaczyliśmy, że jest mnóstwo wolnych miejsc na drodze przed Bramą Brandenburską - jak się okazało, były one darmowe - dlatego spokojnie zostawiliśmy tam auto.


Siegessäule to kolumna zwyciestwa upamietniajaca zwyciestwo Prus nad Dania. Jadac od niej w strone centrum mozna zauwazyc wlasnie te darmowe parkingi przy drodze.



Zostawiliśmy samochód i wyruszyliśmy w stronę Bramy Brandenburskiej. 



Przed Bramą można zobaczyć posąg G. Marcksa przedstawiającego wołającego mężczyznę. 


Na posągu można znaleźć napis „Ich gehe durch die Welt und rufe 'Friede, Friede, Friede'" - jest to cytat F. Petrarki i oznacza mniej więcej "Idę przez świat i wołam 'wolność,wolność,wolność'".  


1 maja u podnóża Bramy działo się wiele - było tam mnóśtwo stoisk związków zawodowych - jedno nawet Solidarności :)


Wie ktoś może co to za instrumenty?
Mateusza bardzo zainteresował występ, gdyż orkiestra grała "Warszawiankę".





Ujrzawszy Bramę skierowaliśmy się do Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, który składa się z 2711 betonowych bloków (tyle stron co Talmud - jedna z podstawowych ksiąg judaizmu).



Bardzo dużo osób chodzi po betonach lub siedzi na nich, co jest zakazane - pomiędzy nimi chodzi dwóch strażników, którzy zwracają uwagę, by tego nie robić.


Następnym naszym punktem wycieczki był Reichstag. O godzinie 12:30 mieliśmy tam wykład ze zwiedzaniem Reichstagskuppel, a trzeba było tam już być 45 minut wcześniej. Zwiedzanie jest całkowicie darmowe trzeba tylko zapisać się na nie wcześniej na stronie internetowej:
https://visite.bundestag.de/BAPWeb/pages/createBookingRequest.jsf

Można wybrać samo zwiedzanie Kuppel, można z przewodnikiem w różnym języku. My zapisywaliśmy się jakoś 1,5 tyg wcześniej i nie było już miejsca na samo wejście na górę - musieliśmy wybrać wykład (w jęz. niemieckim), po którym można było wejść na Kuppel.
Nie ma możliwości wejscia do budynku bez wczesniejszego zapisania się online.
 Trzeba również pamiętać żeby zabrać dokumenty, które zostaną wysłane nam na adres mailowy.



Przed wejściem jesteśmy potraktowani jak na lotnisku - warto wcześniej się do tego przygotować niż potem pospiesznie zdejmowac z szyi aparaty czy wyjmować paski ze spodni/portfele itd.




Po przejsciu przez bramki dostajemy identyfikatory.


A potem czekamy na wykład na sali obrad.


Na wykładzie dowiedzieliśmy się kilku ciekawostek m.in.
- dlaczego krzesła mają fioletowy kolor;
- dlaczego jedna flaga Niemiec jest zawieszona na drewnianym trzonie, a flaga UE na metalowym;
- orzeł znajdujący się na środku sali jest wykonany ze stali i ma 58m^2 (jeśli ktoś nie wierzy to nawet na wikipedii - chociaż to źródło nie jest zawsze wiarygodne - piszą o tym: http://de.wikipedia.org/wiki/Reichstagsgeb%C3%A4ude oraz w gazecie berlińskiej: http://www.berliner-zeitung.de/archiv/das-wappen-fuer-den-bundestag-wird-am-wochenende-von-nordwalde-nach-berlin-gebracht-der-neue-adler-aus-dem-muensterland,10810590,9521552.html;
- dowiedzieliśmy się również kto zasiada na poszczególnych miejscach oraz, że niemieccy posłowie głosują przez podniesienie ręki a głosy są liczone przez kilka osób, nie posiadają elektronicznych liczników (takich jakie są w polskim sejmie) ma to zapobiegać głosowaniu na "dwie ręce". 


Widok z sali sejmowej - poprzez przeszklony otwór widać żelbetowe chodniki na Kuppel. 


Orzeł wykonany ze stali o powierzchni 58m^2


Widok z Kuppel można podziwiać słuchając audio przewodnika, który odpowiednio do miejsca w którym się znajdujemy opowiada co się widzi. Możliwe jest darmowe wypożyczenie audio przewodników w różnych językach (w tym polskim). Oczywiście Mateusz wziął pierwszy z brzegu i musiał słuchać opowieści po niemiecku.


Na środku Kuppel znajduje się kolumna luster dzięki której można dostrzec piękno architektury hi-tech.







Wieża telewizyjna:





Sony Center:





Turyści znajdą wszędzie miejsce do pozostawienia śladu po sobie, podpisy, przyklejone gumy i powieszone kłódki można spotkać na pozostałościach muru berlińskiego.


Miasto można zwiedzać korzystając z piętrowych autobusów. Tras po których się one poruszają jest kilka, a cena dla osoby dorosłej to 17euro. Więcej informacji:
 http://www.berlin-city-tour.de/de/berlin-city-tour_de/tickets-preise_de.html


My zdecydowaliśmy się na zwiedzanie miasta piechotą :)


Rowerek z niemieckimi turystami (10 osobowy) podczas jazdy możliwa degustacja piwa ;)



Może ktoś z czytelników wie co to za pionowe kolumny ze znajdującymi się u góry lustrami?




W miejscu gdzie przed 1989 r znajdował się mur berliński znajdują się upamiętniające tablice na chodniku.







Obok pozostałości muru berlińskiego znajduje się darmowe muzeum, w którym możemy dowiedzieć się z archiwalnych zdjęć jakie losy dzielili ludzie po dwóch obu jego stronach.



Muzeum raczej nie należało do najciekawszych atrakcji, szare ściany z betonu architektonicznego i przedstawiające mord zdjęcia wprawiły nas w smutny nastrój.








Kolejnym celem naszej wycieczki była Katedra "DOM-BERLIN" jak się okazało wstęp do katedry płatny. Byliśmy pod katedrą w momencie, gdy odprawiane były "modlitwy"- czuwania, ale niestety nie zostaliśmy tam wpuszczeni, gdyż przemiły Pan stwierdzi, że nie jesteśmy wyznania protestanckiego i nas spławił.





Na niemieckich straganach i shopach z pamiątkami można zakupić przeróżne dziwne gadżety upamiętniające, fakt że to własnie przez Berlin przebiegała dawna granica DDR (NRD) i BRD (RFN).


Dla Mateusza szczególnie komiczny była fakt, że Niemcy sprzedają gruz z muru berlińskiego w małych buteleczkach za 5 euro (oryginalny gruz - certyfikowany) .





W samym centrum Berlina można poczuć się jak na ogromnym placu budowy. W którym kierunku się nie spojrzy tam widać pracujące żurawie budowlane.




Następną atrakcj turystyczną "którą koniecznie trzeba odwiedzić" jest Fernsehturm (wieża telewizyjna) o wysokości 368m. Konstrukcja powstała w 1969r. Symbol Berlina widoczny niemal z każdego miejsca. W przeszklonej kuli na wysokości 203m znajduje się taras widokowy, nad tarasem na wysokości 207m znajduje się obrotowa restauracja - pełen obrót restauracji trwa 30min. Jako, że byliśmy tam w weekend majowy to wszystkie stoliki były już zarezerwowane.


Po zakupie biletów wstępu (osoby dorosłe 13euro) okazało się, że na wjazd trzeba zaczekać min. 3,5godziny !!! Właściwie to o długim czasie oczekiwania wiedzieliśmy już przed zakupem ticketów (informacja o szacowanym czasie oczekiwania wyświetlana jest przed wejściem do wieży w językach niemieckim i angielskim). Plan był prosty - zwiedzamy pozostałą część miasta i wracamy wieczorem na taras widokowy. Od znajomych nasłuchaliśmy się, że tureccy berlińczycy robią najlepsze kebaby na świecie - na myśl o kebabie zrobiliśmy się głodni - i tak ponad godzinę szukaliśmy tureckiego stanowiska z baraniną. Jednak plotki "w berlinie to na każdym rogu turasy kręcą kebaba" okazały się nieprawdziwe.


Po powrocie pod wieże okazało się, że do wejścia zostało nam około 2,5 godziny. Magdzie włączyło się "studenckie kombinatorstwo" poszliśmy do obsługi i po krótkiej rozmowie w stylu "my turyści z za granicy mamy za chwilę autobus do polski, kupiliśmy bilety i nie wiedzieliśmy, że trzeba tak długo czekać". Ku zdziwieniu Mateusza 10 min później byliśmy już za bramkami (kontrole jak na lotnisku - zakaz wnoszenia broni, noży itp no i nie można wnosić popularnych w ostatnim czasie statywów do "selfie".



Na taras widokowy podróżuje się bardzo szybką windą 6m/s i co jakiś czas od zmiany ciśnienia zatykają się uszy. Pokonywaną odległość ponad 200 metrów obserwować można przez przeszklony sufit windy (szkoda że nie ma przeszklonej podłogi ).










Na multimedialnym ekranie można podziwiać fotografie z budowy wieży.


Po zjechaniu na dół doszliśmy do wspólnego wniosku, że wolimy tarasy widokowe "otwarte" widoki widziane przez okna tarasu nie zrobiły na nas jakiegoś kolosalnego wrażenia.

Wieczorem po krótkim spacerze dotarliśmy do restauracji "SONNE" na placu Pocczdamskim-   chińska restauracja serwująca bufet - o której opowiemy Wam w następnym poście.

Pozdrawiamy,

M&M :)

10 komentarzy:

  1. Ależ dawno nie byłam w Berlinie. Fajnie zobaczyć go Waszym okiem:) Świetne zdjęcia, ukazujące klimat miasta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przemawia to miasto do mnie zupełnie, ale Waszą relację miło się czytało :) Drezno jest dla mnie miejscem gdzie będę wracać, do Berlina raczej już tylko na zakupy;) Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie byłem w Berlinie. Stolicę Niemiec gościłem na blogu, ale w związku z gościnnym wpisem. Bardzo dobrze czytało mi się Waszą relację i oglądało zdjęcia. Chyba czas coś zmienić i w końcu Berlin odwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię Berlin i już nawet nie jestem w stanie zliczyć ile razy tam byłem :) a widoki z wieży telewizyjnej jak zawsze super :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak widzę w Berlinie stale widać żurawie i ciągle ma się wrażenie, że to plac budowy. Do katedry też robiliśmy dwa podejścia, bo raz trafiliśmy na koncert, a dopiero za drugim razem się udało wejść. Bardzo fajna relacja. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Byliśmy w Berlinie, ale mieliśmy za mało czasu, żeby zobaczyć tyle co Wy. Swoim wpisem pokazaliście nam ile jeszcze mamy do nadrobienia. :) Pozdrawiamy! :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach, chyba muszę ponownie wybrać się do Berlina, jakoś wyjątkowo lubię to miasto. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. po raz kolejny z chęcią bym się tam wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedni pokonani......

    OdpowiedzUsuń